
Rozmowa z Jerzym Szczepanikiem-Dzikowskim, architektem JEMS, współautorem projektu Agory
Izabela Kamińska: W jakich okolicznościach doszło do nawiązania współpracy między Agorą a JEMS?
Jerzy
Szczepanik-Dzikowski: Agora ogłosiła międzynarodowy konkurs na swoją siedzibę. Uczestniczyły w nim nie tylko polskie biura
architektoniczne, lecz także zagraniczne. Wygrana w konkursie postawiła
nas przed nietypową realizacją - oczekiwania Agory znacznie odbiegały
od rozwiązań w komercyjnych budynkach biurowych, jakie dotychczas
projektowaliśmy.
Agora rodziła się w bólach, czy wręcz przeciwnie - pomysł powstał bardzo szybko i był konsekwentnie był realizowany?
Agora rodziła się w bólach. Pierwsze pojawiły się już w fazie opracowywania
projektu konkursowego. Nie do końca zdawaliśmy sobie wtedy sprawę z
wymagań tego klienta. Suma tych, które były wyartykułowane w zestawieniu
z sytuacją urbanistyczną, nijakością otoczenia, postulowaną adaptacją
istniejącej wówczas na terenie inwestycji drukarni (później
podjęto decyzję o jej rozbiórce), zachowanie w pierwszym etapie budynku
redakcji od strony ul. Czerskiej, etapowanie inwestycji, oczekiwane
wielkości programowe - wszystko to sprawiało, że wiele czasu
poświeciliśmy na znalezienie jednoznacznej formuły, w ramach której
komplet uwarunkowań był spełniony. Później przyszły też bóle po
wygranej, w szczególności wynikające ze stopnia zindywidualizowana
wszelkich rozwiązań, poczynając od przestrzennych i funkcjonalnych, a
na technicznych kończąc.
Jak udało się stworzyć budynek w technologii żelbetowej, który jest jednocześnie nowoczesny i przytulny?
Jeśli
tak odbiera Pani przestrzeń Agory, cieszy mnie to. Z pewnością mają
na to wpływ wewnętrzne zielone atria, zewnętrzne patia i tarasy,
przestrzenne dzielenie każdego z pięter na mniejsze fragmenty, duża
ilość światła... Jednak moim zdaniem sama specyfika pracy w Agorze,
relacje międzyludzkie, spędzanie w pracy wielu godzin i przenoszenie tu
spraw z życia codziennego tworzy także ten klimat w stopniu bodaj
większym niż sama przestrzeń. Załóżmy, że do tego budynku wprowadzamy
biura banku, że jego urzędnicy wychodząc z pracy punktualnie o 16:00
pozostawiają po sobie idealnie wysprzątane biurka i zamknięte, sterylne
i nieprzejrzyste, ze względów bezpieczeństwa, szafy, a w nich tajne
papiery - czyż byłby to ten sam budynek? I chociaż to ludzie tworzą
klimat, nieskromnie przyznam, że chyba urzędnicy banku czuliby się
chyba w tym budynku nieporównanie gorzej niż pracownicy Agory. I w tym
sensie przestrzeń budynku Agory wydaje mi się pasować do samej firmy. Co
zaś tyczy się nowoczesności, o którą Pani pyta, to mam kłopot ze
zdefiniowaniem tego pojęcia.
Zadam zatem pytanie inaczej: Jak by Pan określił styl Agory?
No
właśnie. Nie lubię słowa „styl" w odniesieniu do współczesnej
architektury. Myślę, że to, co dzieje się obecnie w architekturze,
trudno nazwać jakimkolwiek stylem. Trudno też z nieskończonej nieomal
ilości trendów i propozycji podejścia do rozwiązywania problemów, z
którymi współczesna architektura się boryka, wyodrębnić coś, co stylami
można by nazwać. Style zresztą zwykle definiowane były post factum,
rzadko przez tych, którzy je tworzyli. Tak więc,nie chciałbym budynku
Agory szufladkować, określać jego stylu, bo ta potrzeba nazywania wynika z chęci zrozumienia, a w tym przypadku nie mam z tym
kłopotów. Nigdy też odwoływanie się do jakiegokolwiek wzorca nie było
naszym założeniem.
A co z zielenią? Była wstępnym założeniem projektu, czy trzeba było mocno przekonywać inwestora do tego pomysłu?
Nie
trzeba było - to jedno z podstawowych wymagań Agory artykułowanych
już w ramach wytycznych do konkursu. My tylko dołożyliśmy wszelkich
starań, by je spełnić. To było o tyle łatwe, że w pełni zbieżne z
naszymi poglądami na ideę przyjaznego biura. Nie mieliśmy problemu z
umieszczeniem wewnętrznych ogrodów w tym biurowcu.
I jak ten projekt się sprawdził?
Myślę,
że to nie jest pytanie do mnie, tylko do użytkowników. Słyszałem jednak
wiele głosów, z których wynikało, że w przestrzeni Agory bardzo dobrze
się pracuje i że pracownicy szybko się w niej zadomowili.
Proszę opowiedzieć o przestrzeniach w Agorze, które Pana zdaniem są szczególnie trafione.
Musiałbym
umieć wyodrębnić jakieś przestrzenie w budynku którego założeniem jest ciągłość przestrzeni i ich przenikanie się w pionie i w poziomie. Kto
wie, może słynne już „korytarze pionowe" są w istocie ilustracją
tej tezy. To jedna, wielka przestrzeń i niełatwo jest
tu wyodrębnić jakieś strefy. Oczywiście, podobają mi się hol, atria,
patia, elewacje... Ale przede wszystkim ważne jest, że wszystko to ma
tworzyć jedną całość i o tej całości można mówić, ze jest udana lub nie.
Biurowiec
dostał wiele nagród, a wśród nich w konkursie na Najbardziej
Inteligentny Budynek Roku. Co Pan myśli dziś o tej nagrodzie? Czy z
biegiem lat "inteligencja" Agory nadal jest na tak wysokim poziomie?
Nie
pamiętałem nawet, że Agora dostała taką nagrodę. Muszę przyznać, że
bardzo mnie to śmieszy, ponieważ Agora w gruncie rzeczy nie ma w sobie
nic szczególnie inteligentnego. Automatyka instalacji i sterowanie
urządzeniami technologicznymi budynku, kontrola klimatyzacji,
elektroniczna kontrola dostępu i dozór, wyposażenie w sieć logiczną to
dzisiaj standardy w każdym niemal budynku biurowym.
Powiem
więcej - wcale mnie to nie śmieszy, to mnie smuci. Wydaje mi się
bowiem, że jest jakieś zapotrzebowanie na „inteligencję budynku", że
jest jakieś przeklęte przekonanie, że ta cała elektronika to
nowoczesność, to postęp, to droga do lepszego świata. A ja radości
życia upatruję w dobrej kuchni i w dobrym winie... I zgodnie z tym,
ważniejsze wydają mi się bambusy w atriach Agory i to, że słońce
przenika do wnętrza, niż całe jej elektroniczne wyposażenie.
Czy
po siedmiu latach uważa Pan Agorę za funkcjonalny budynek biurowy? Czy
nagrody, które zdobyła ongiś, należą się jej także dzisiaj?
Agora
nie jest typowym budynkiem biurowym. Gdybyśmy chcieli ją
skomercjalizować, czyli wynająć, to jest nie możliwe. Z punktu
widzenia typowego, klasycznego budynku biurowego, Agora do niczego się
nie nadaje, jest afunkcjonalna. Nie można więc jej rozpatrywać w
kategorii budynku biurowego. Ale Agora w kategorii Agory wydaje się
spełniać wymagane warunki.
Proszę mi powiedzieć, na czym polega demokratyczny model przestrzenny Agory?
Ktoś
ukuł to powiedzenie, nie bardzo je rozumiem. Może chodzi o to, że Agora
jest firmą, w której stosunki między ludźmi są możliwie otwarte. Np.
wszyscy, bez względu na pozycję strukturze firmy, zwracają się do siebie
per ty. To drobiazg, ale ilustruje specyfikę tej organizacji, w której
hierarchia zdawała się wynikać bardziej z różnicy powierzonych zadań
niż przypisanych stanowisk. Agora definiowała przestrzeń swej pracy
jako bezhierarchiczną, pozwalająca na otwarty, bezpośredni kontakt
każdego z każdym. Musiało to znaleźć odzwierciedlenie w projektowaniu
przestrzeni budynku, w której nie ma miejsc szczególnych, ważniejszych
i mniej ważnych, zastrzeżonej strefy piętra zarządu, gabinetu prezesa
itp. Same pomieszczenia tego typu oczywiście są, bo takie jest wymaganie funkcjonowania, ale ich
istnienie w przestrzeni budynku nie jest uświęcone. Gabinet prezesa, czy
dyrektora to taki sam pokój, jak każdy inny i nie znajduje się w żadnym
eksponowanym miejscu. Sam budynek jest też wielokierunkowy.
Jego przestrzeń miała sprzyjać łatwej komunikacji międzyludzkiej i
elastycznej organizacji. Agora wymagała gęstej komunikacji poziomej i
pionowej argumentując, że dobra klatka schodowa i dobry korytarz są w
biurze miejscem wymiany informacji, a niekontrolowany przepływ
informacji nie sprzyja budowaniu hierarchii.
Czy z perspektywy czasu coś zmieniłby Pan w tym projekcie?
Nic zasadniczego, ale wiele szczegółów. Nic z założeń, nic z podstawowych rozwiązań
przestrzennych, czy decyzji materiałowych. Wiele detali, o których mało
kto wie, bo mało kto zwraca na nie uwagę. Nie zmieniłoby to jak sądzę
wartości i oceny tego budynku.
Czy projekt Agory zdaniem Pana stał się wzorcem dla innych architektów i projektantów?
Wszyscy
stale i podświadomie korzystamy z różnych wzorców - to część naszego
zawodu. W tym sensie tu i ówdzie odnajduję ślady Agory. A może to tylko
złudzenie - w końcu, gdyby nawet chodziło o naśladowanie to jest to
pojęcie bardzo rozciągliwe.
Pojawiają się nowe trendy, pomysły i
trzeba z nich korzystać. My sami obserwujemy, co dzieje się obecnie na
rynku, przeglądamy prasę fachową i czasem nawet nieświadomie zarażamy
się czyimiś pomysłami, innowacyjnym zastosowaniem jakiegoś materiału.
Bo przecież o to tu chodzi, by nie wyważać po raz koleiny wyważonych
już drzwi, tylko czerpać także z doświadczeń innych. A może Agora też
jawi się komuś jako naśladownictwo czegoś?
Czy
są jakieś reguły, którymi należy się kierować tworząc architekturę
biurową, by wybijała się ona ponad przeciętność? Co krępuje architektów
i inwestorów w tworzeniu nieprzeciętnych budynków?
Po
pierwsze, wybijanie się ponad przeciętność nie powinno być celem.
Szczególnie dzisiaj, kiedy ludzie tak powszechnie odczuwają potrzebę
wybicia się, samo dążenie do tego staje się wyrazem przeciętności. Moje
miasto jest pełne kuriozalnych koczkodanów wyrosłych z potrzeby wybicia
się. Tworzą one mizerne tło przeciętnej, dziwacznej, ale przecież nie
wybitnej architektury. Dla architektury wybitnej nie ma reguł.
Potrzebny jest talent. Jeśli pyta mnie Pani jednak o ponadprzeciętną
przestrzeń pracy to owszem - są reguły. Agora, jako klient definiowała
je jasno: dużo zieleni, dużo światła, dużo miejsc spotkań i pretekstów
do kontaktów między pracownikami, żadnych typowych sufitów, podłóg,
mebli etc. Ale to, niestety, nie jest przedmiotem obrotu metrami
kwadratowymi, źródłem zysku z wynajmu lub sprzedaży. Wymogiem
niezbędnym dla tworzenia nieprzeciętnej architektury, nie tylko
biurowej, jest dostrzeżenie piękna i jakości przestrzeni jako wartości
utylitarnych.
Jak Pan myśli, co przyniosą nowe pomysły architektów i czas, jeśli chodzi o budownictwo biurowe?
Przyznam,
że przyszłość widzę mało optymistycznie. Pewnie to kwestia wieku. Trend jest
taki, że człowiek z jego człowieczeństwem i radością życia staje
się coraz mniej ważny. Czasem odnoszę wrażenie, że nawet jego wydajność
i efektywność zdają się być mniej ważne, jeśliby miały uchybić
procedurom, które gwarantują święty spokój. Korporacje pożądają ludzi
bez właściwości, tworzą piekło nijakości i przeciętności. Dobry
pracownik bezmyślnie wykonuje czynności, które nie wiadomo czemu mają
służyć. Dobry pracownik nie musi mieć satysfakcji z pracy ani
przyjemności z życia. To oczywiście będzie wpływać na przestrzeń biur -
klatek z monitorem.
Dodaj komentarz