newsletter
Plan, projekt, aranżacja
wydarzenia
Orgatec
23 październik 2012 / Targi

Największe w europie targi mebli, akustyki, oświetlenia, techniki i wykładzin do biura

Dom z dala od domu

Zamiast rzędów krzeseł i biurek wygodne sofy, kolorowe pufy, fantazyjne tapety, przytulne meble, miękkie dywany i rośliny. W takim biurze człowiek czuje się swobodnie jak w klubie lub w domu. O tym, co daje przytulna atmosfera w pracy i czy jesteśmy w Polsce gotowi na biura typu lounge, Joanna Nikodemska rozmawia z projektantem wnętrz Robertem Majkutem

Dlaczego w Polsce wciąż powstają brzydkie, smutne, siermiężne biura, podczas gdy na Zachodzie odwraca się od tych zasad i projektuje się miejsca przyjazne, przytulne i komfortowe?

Bo to jest tanie. A taniość jest naszą cechą narodową, tak jak lichość. Natomiast w krajach trochę bardziej rozwiniętych, koncentrujących się na człowieku, podchodzi się do tego po pierwsze trochę inaczej, a po drugie – przeznacza się na to trochę pieniędzy. I to widać. Zmiany, które zachodzą w udomawianiu biur, sprawiają, że ta przestrzeń zmienia się radykalnie. Nie jest już jednorodna, dzięki czemu zyskujemy różne możliwości pracy. Czasami trzeba usiąść w fotelach i podyskutować, zjeść wspólnie lunch, postać przy ladzie lub zaszyć się w dziupli, żeby się wyciszyć lub spokojnie porozmawiać przez telefon. Tylko że takie przestrzenie są charakterystyczne tam, gdzie ludzie muszą ze sobą współpracować. Nie wierzę, że tak będzie wyglądać na przykład call center.

Czyli zmiany zachodzą najdynamiczniej w branży kreatywnej.

Tak, bo ta działalność nie koncentruje się na treści jednego typu. Obejmuje rozmaite działania: rozmowy, pracę samodzielną i zespołową, zbieranie informacji i ich omawianie. I do tych wymagań dostosowuje się przestrzeń.

Udomawianie biur to zatem efekt ewolucji?

Raczej rodzaj opozycji wobec tego, co było wcześniej. Open space’y są rzeczą koszmarną – brzydką i odhumanizowaną. Człowiek jest jedynie dodatkiem do tej przestrzeni. Ma swoje miejsce, swój boksik, swój ekran, w który ma patrzeć i blat, na którym ma trzymać ręce. Taka formuła już się wypala. Ludzie zaczynają bowiem postrzegać środowisko pracy jako dodatkową wartość. Ta sama praca wykonywana w dwóch różnych miejscach może mieć dla nich zupełnie inne znaczenie dlatego, że zmienia jakość ich życia. W pracy spędzamy sporo czasu, więc to ważne, w jakim środowisku funkcjonujemy.

Polacy dojrzeli już do tak radykalnych zmian i są gotowi na domowe biura, czy też kluczowe znaczenie ma tutaj pochodzenie osoby decyzyjnej?

Często jest niestety tak, że zarząd jest zagraniczny i myśli zachodnio, ale osoby decydujące o wyglądzie biura są z Polski i myślą po polsku. Moje doświadczenia wskazują na to, że nasz rynek jest jeszcze bardzo niedojrzały. Chociaż owszem, kształtują się przestrzenie biurowe wysokiej jakości, natomiast są zdecydowanie związane z branżą kreatywną.

Jaki jest nasz główny polski problem?

Brak pieniędzy. Żeby zrobić dobre biuro, trzeba mieć dobrej jakości przestrzeń, budżet na dobrego projektanta i dobre wyposażenie. Dobre nie znaczy drogie. Można kupić kosztowne meble, a przestrzeń uzyskać średnią. Dlatego, że musi to zrobić ktoś, kto się na tym zna, a ten ktoś kosztuje.

Ale to przecież inwestycja! Stwórzmy fajne warunki do pracy, a ludzie będą zadowoleni.

To jest naturalny odruch osób, które tworzą te projekty, koncepty. Przecież oni też pracują, funkcjonują w jakiejś przestrzeni, którą proponują innym ludziom. Ci projektanci też ewoluują i proponują przestrzeń zgodną ze swoim postrzeganiem świata. Ta przytulność wynika też z takiego poczucia, że dlaczego praca ma być surowym, ordynarnym miejscem, do którego przychodzę wykonać szereg swoich obowiązków. Myślę, że taka koncepcja jest schyłkowa, bo reprezentuje nieludzkie podejście do pracy. Musimy w maksymalnie efektywny sposób robić to, co do nas należy, żeby uzyskiwać jak najlepsze efekty. I wszystko, co jest wokół nas, ma temu sprzyjać, ma maksymalizować naszą efektywność i poczucie komfortu. Dostaję furii, jak coś nie działa – rozładuje się bateria, padnie internet, zepsuje się myszka. Bo przez ten pozornie nieistotny drobiazg wielka rzecz nie może się wydarzyć. Jeśli się kształtuje świadomie przestrzeń, to powinna być ona sumą takich drobiazgów, które zminimalizują wszelki dyskomfort mogący nam przeszkodzić w zrobieniu tego, co mamy do zrobienia.


Sprawny komputer, naładowane baterie, wygodne krzesło?

Tak. Wszystkie elementy zakłócające pracę powinny zostać wyeliminowane. Poza tym ludzie zasłużyli na dobrą jakość. Wiele uwagi poświęca się bezpieczeństwu pracowników na budowie. Projektuje się dla nich specjalne stroje i narzędzia. Proszę zobaczyć, jak „goły” jest w tego typu udogodnienia pracownik biurowy. Wiadomo – ryzyko jest inne, ale jego „oprzyrządowanie” jest zredukowane do minimum: biurka i krzesła. Na szczęście zaczyna się dbać o to, aby i w biurach jakość pracy była wysoka. Ona się ludziom należy, zwłaszcza że jest dostępna. Dlaczego ma być źle, skoro może być dobrze? Niestety to nie jest myślenie popularne, bo ZAWSZE pada pytanie: a ile to będzie kosztowało?

I co pan odpowiada?

Tyle, ile musi.

Ale przecież pomarańczowe krzesło kosztuje tyle co szare, biała ściana tyle co zielona…

Zawsze to powtarzam klientom, ale wie pani, jak ma się do czynienia z firmą, która zarabia miliard rocznie i na projekt salonu sprzedaży przeznacza 10 tys. zł, to o czym my mówimy…

A więc główne polskie grzechy to skąpstwo i idąca za tym tandeta. Co dalej? Zachowawczość?

Nie jesteśmy skłonni do ryzyka. Lepiej się z niczym nie wychylać – a nuż komuś się nie spodoba i podważy nasze kompetencje. Kiedyś zaprojektowaliśmy wykładzinę w pomarańczowo-błękitne pasy do pewnego banku. Przyszedł prezes i… wymienił na szarą, bo mu nie podobało. A to nie jemu się ma podobać, ale pracownikom.

Szare jest bezpieczne. A żeby ryzykować, trzeba, za przeproszeniem, mieć jaja, a nie ściśnięte pośladki.

Otóż to. Jest u nas jakiś taki rodzaj deprecjacji wszystkiego, co wykracza poza schemat. Wyobrażenie o dobrym pracowniku: siedzi za biurkiem i stuka w klawiaturę, najlepiej szybko. Nie czarujmy się! Ludzie w Polsce są bardzo mało efektywni, zwłaszcza w korporacjach, które w 70% utrzymują same siebie i to jest główna ich aktywność. Myślę, że to generuje rodzaj lęku firmowego, który może mieć wpływ na to, że sposób konstruowania tej przestrzeni jest takim rodzajem kamuflażu chowającym wewnętrzną indolencję tych ludzi. Proszę zwrócić uwagę na stare biura rachunkowe – miały ozdobne listewki na szafce, specjalne oprawki od kluczy, zagłębienia i porzeźbienia. To my we współczesności mieliśmy skłonność do minimalizowania, odejmowania… I nagle stanęliśmy przy biurku, które ma blat i cztery nogi. Okazało się, że to jest NIC. Kompletna cisza estetyczna. Może i piękna rzecz, ale tak zredukowana do minimum przestaje cokolwiek znaczyć. I ten brak znaczenia wydobył człowieka. Okazało się nagle, że ten człowiek brudzi, żuje gumę, buja się na krześle, nogi trzyma na stole i gra w gry. Jest istotą trochę nieobliczalną i zmienną. Na przykład mnie dzisiaj głowa boli.

Zdarza się. Całe szczęście, że ma pan tu w pokoju kanapę.

Tak, można się zdrzemnąć.

Ale mózg potrzebuje też bodźców, żeby myśleć kreatywnie. Zastanawiam się, jak często powinno się zmieniać w biurze aranżację.

Najpierw należy się zastanowić: co przez tę zmianę chcemy zyskać i jak powinna być głęboka, abyśmy osiągnęli zamierzony efekt. Przeważnie ludzie radośnie reagują na drobne rzeczy, na przykład na nowy kolor ścian. Natomiast radykalna zmiana, która pociąga za sobą reorganizację przestrzeni i sposobu pracy, powinna być dogłębnie przemyślana i dobrze przygotowana. Najlepsze przykłady biur, które są zorientowane na człowieka i pracę kreatywną, to efekt drobiazgowej analizy badającej, jak w tej firmie ludzie pracują i czego potrzebują. To wymaga też od nich dużej samoświadomości.


Tak więc, aby dobrze dopasować projekt biura, należy…

…wsłuchać się w rytm firmy i potrzeby pracowników. Podobnie jest ze stylizowaniem ludzi – nie ubiera się grubych osób w poprzeczne paski czy drobne kwiatki, żeby nie podkreślać ich defektów, ale je maskować. Taka wnikliwość w kreowaniu wyglądu odnosi się zarówno do człowieka jak i do biura. Oczywiście każdą firmę można po prostu wtłoczyć w biurowiec z meblami i ona będzie jakoś funkcjonować. Ale żeby prosperowała naprawdę dobrze, trzeba dać ludziom właściwe narzędzie w postaci odpowiedniej przestrzeni, w której wszystkie elementy zostały tak dopasowane, aby tworzyć harmonijną całość. To jest oczywiście trudne, a przez to rzadkie. Mało kto pozwala sobie na tak wnikliwy proces – zazwyczaj oczekuje się szybkich działań, sprawnie wprowadzonych w życie.

Na dobre zaprojektowanie biura potrzeba więc czasu.

Tak, bo firmę najpierw należy poznać, potem zrozumieć, a w końcu się jej nauczyć. I w ten proces muszą być zaangażowani pracownicy z tej firmy, których na jakiś czas trzeba przecież odciągnąć od obowiązków. I znowu pojawia się problem.

Dobre biuro to przecież inwestycja i w ludzi, i w firmę.

Tak, ale to najtrudniej zrozumieć. Nawet w londyńskim city ludzie siedzą w boksach i pracują w złych warunkach. Widocznie pozwalają na to przepisy.

Proszę o dwa przykłady biur – dobrych i złych – które zapadły panu w pamięć.

Pozytywnie zaskoczyło mnie biuro T-Mobile w Bonn. Wielgaśny budynek, oświetlenie puszczone przy ziemi i olbrzymia ilość miejsca. Wtedy zrozumiałem, co to znaczy ilość metrów kwadratowych na stanowisko i jak ten czynnik przekłada się na jakość pracy. Nawet jeśli ktoś chodził po biurze i coś robił, to było niemal niezauważalne. Fatalnie za to wspominam biuro Ery przy Alejach Jerozolimskich. Nieludzka przestrzeń – sale konferencyjne bez okien, ściany z gipskartonu. W takim klaustrofobicznym pudle spędziłem dwa dni, negocjując duży kontrakt. Do tego układ korytarzy taki, że człowiek czuje się jak szczur w labiryncie.

Nieuleczalny przypadek.

Ale niestety częsty. Korporacja zatruta przez własną przestrzeń. Nie zazdroszczę ludziom, którzy muszą tam pracować. W takiej sali, która wygląda jak klatka, nie dało się przecież niczego załatwić, bo myśli się tylko o tym, żeby wyjść. Chyba że to taka technika negocjacyjna – weźmiemy gościa na przetrzymanie, posiedzi 10 godzin w celi bez okien, to może zmięknie. Komuś się chyba biuro z więzieniem pomyliło.

Zmieńmy temat na przyjemniejszy i pomówmy o pana projektach. Zaskoczyły mnie przytulne wnętrza banków. Te instytucje kojarzą się przecież z powagą i surowością, stalowym sejfem i marmurowym kontuarem. Nikt nie oponował, gdy wyskoczył pan z tymi wszystkimi tapetami, dywanami i fotelami?

Zawsze musi być ten pierwszy raz. W tym przypadku konwencje odważył się przełamać Noble Bank. Przygotowując się do projektu, zrozumieliśmy najważniejszą rzecz – w private bankingu nie ma już pieniędzy, lecz są ludzie z pieniędzmi! Transakcje odbywają się wirtualnie, nikt nie przychodzi z walizką gotówki. A skoro tak, należy stworzyć miejsce komfortowe dla ludzi, którzy przychodzą tam rozmawiać o swoich pieniądzach. To, jak się poczują, może przesądzić o tym, czy nam zaufają. Stąd wzięła się też opcjonalność pomieszczeń – jeden gabinet jest złoty, drugi czekoladowy, trzeci okrągły, a czwarty kwadratowy. Klienci wybierają sobie pokój, który im najbardziej odpowiada. Nie wyobrażam sobie miejsca pracy inaczej, jak wysokiej jakości przestrzeń, w której ludzie czują się miło.

Dodaj komentarz

Autor *
E-mail
Komentarz *
Dodaj 1 do 4 *