newsletter
Spotkania i wywiady
wydarzenia
Orgatec
23 październik 2012 / Targi

Największe w europie targi mebli, akustyki, oświetlenia, techniki i wykładzin do biura

Katarzyna Bursche - Pani Architekt

Wywiad z Katarzyną Bursche, współwłaścicielką biura projektowego Kaim i Bursche Architekci, dotyczący jej pracy, wyborów i planów na przyszłość

Rozmawiała Izabela Kamińska

Dwie kobiety tworzące biuro projektowe, to nadal w Polsce ewenement. Skąd ten pomysł?
Jak to zazwyczaj w życiu bywa, zdecydował o tym przypadek. Jako świeżo upieczony architekt, niezadowolony z pracy w miejskim biurze projektów, szukałam jakichś zajęć dodatkowych. Zrządzenie losu sprawiło, że dostałam pracę u pana Stanisława Kaima, który w owym czasie był najlepszym, niestety dziś już trochę zapomnianym, architektem wnętrz. Było to dla mnie wielkie wyróżnienie. Nareszcie mogłam współpracować z takim doskonałym zespołem. Potem okazało się, że żona pana Stanisława, Halina Świergocka-Kaim, zakładała własne, autorskie biuro architektoniczne i szukała młodych ludzi do współpracy. Jednym z tych pomocników stałam się również ja. Nasza współpraca przeszła długą drogę ― od asystenta, przez projektanta, do partnera. Stworzyłyśmy naprawdę zgrany duet. Wspólne działanie dało mi tak dużo satysfakcji, że od tej pory nie myślałam o jakiejkolwiek zmianie współpracownika. Poza tym zdobyłam samodzielność, której nie potrafiłabym zamienić na nic innego. Bycie własnym szefem jest bardzo komfortowe.


Czy w takiej atmosferze powstają najbardziej efektowne i efektywne projekty?
Myślę, że nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Zazwyczaj te największe, najbardziej prestiżowe projekty, trafiają w ręce dużych, renomowanych biur projektowych. I choć koncepcje zazwyczaj są bardzo ciekawe, nie można samemu odpowiadać za całość. Takim projektem zajmuje się wiele osób i każda z nich jest trybikiem, dzięki któremu ta cała machina może działać. W przypadku naszej firmy projekty są mniejszej skali, ale dają poczucie niezależności. Czasem czuję żal, że może coś mnie ominęło, że takie wielkie przedsięwzięcia żyją o wiele dłużej. Ale tylko czasem…

Dlaczego Kaim i Bursche Architekci, a nie Architektki?
Język polski jest żywy i zmienny. Wciąż powstają nowe słowa, czy też całe sformułowania. Pewne wyrazy są jednak „zgrzytem”. Myślę, że nazwa „architektki” brzmi trochę sztucznie i nie weszłaby do użytku. Zresztą ta sytuacja dotyczy określeń wielu innych zawodów, dla których nie ma odpowiedników żeńskich. Kiedyś pewna klientka świetnie poradziła sobie z tym problemem nazywając mnie „panią architekt”, co bardzo przypadło mi do gustu. Nazwa naszego biura projektowego przechodziła modyfikacje. Najpierw było „Kaim i Partnerzy”, co brzmiało bardziej naturalnie. Potem zdecydowałyśmy o dzisiejszej formie.

Uważa pani, że kobiety i mężczyźni mają inne podejście do architektury?
Mężczyźni architekci na pewno tak twierdzą. Moim zdaniem jest to kwestia indywidualna, nie należy tego rozpatrywać pod względem płci, ale pod kątem osobowości. Obserwując znanych oraz mniej znanych kolegów i koleżanki z branży da się zauważyć, że mężczyźni zdecydowanie lepiej czują się w wielkich zamierzeniach, procesach inwestycyjnych, gdzie do opanowania jest materia ogólna. Kobiety zazwyczaj wybierają tematy związane z koncentracją nad detalem, a temu szczególnie sprzyjają wnętrza. My mamy olbrzymie pokłady cierpliwości, dzięki którym możemy szczegółowo dopracowywać najdrobniejsze elementy.


Dlaczego jest nas tak mało w zespołach biur architektonicznych i projektowych?
Myślę, że było nas mało, ale ten stan się zmienia. Zwłaszcza duże pracownie zatrudniają sporo kobiet. Są to zazwyczaj młode dziewczyny, ponieważ tę tendencję obserwujemy od niedawna. To jest znak zamian pokoleniowych. Niewątpliwie ważną cezurą jest przyjście na świat dzieci. To czas szalenie trudny dla kobiety, ponieważ musi podjąć decyzję ― albo wyłączyć się z obiegu, co niestety często kończy się pozostawieniem zawodu na zawsze, bądź jakoś ten czas podzielić między dziecko a pracę. Nie dotyczy to wyłącznie architektury, ale pracy kobiet w ogóle ― myślę o „szklanym suficie”. Do pewnego momentu jesteśmy niezwykle ambitne, całkowicie oddajemy się pracy, ale po pewnym czasie następuje zmiana naszych priorytetów. Mamy oczywiście kobiety-geniusze, które nie ustępują w determinacji mężczyznom i osiągają bardzo dużo. W dziedzinie architektury jest nią Zaha Hadid. Kobieta o doskonałym talencie, bardzo pracowita, lecz bezdzietna.

A jaką pani jest kobietą?
Zadowoloną z życia! Udało mi się połączyć te wszystkie kwestie, na których mi szalenie zależało. W moim przypadku działanie zawodowe było bardzo ważne, jednak nie najważniejsze w hierarchii dziedzin życia.

Jak wygląda praca w firmie Kaim i Bursche Architekci? Płeć piękna ma tu najwięcej do powiedzenia, czy ważniejsza jest demokracja?
Nie ukrywam, że mężczyźni w naszym biurze są nieco zdominowani przez kobiety, ponieważ są w mniejszości. Ale tak naprawdę nie ważna jest płeć, a dobre pomysły, zaangażowanie, pasja, pracowitość. To czy pracuję z kobietami czy mężczyznami, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Liczy się nić porozumienia, która albo jest od samego początku, albo jej po prostu brak.

Zajmujecie się przede wszystkim projektowaniem wnętrz budynków biurowych. Dlaczego wybraliście właśnie ten obszar?
Jeszcze na początku działalności trafił do nas pewien Anglik, który tworzył w Polsce od podstaw jedną z pierwszych dużych agencji wynajmu biur. Za jego pośrednictwem zdobyliśmy kontakty do poważnych inwestorów zagranicznych. Były to wczesne lata dziewięćdziesiąte, kiedy wszystko zmieniało się bardzo dynamicznie. Do tej pory wszyscy robili wszystko, więc przyszedł czas, aby znaleźć jakieś konkretne pole działania, opanować jedną strefę architektury do perfekcji i dzięki temu stworzyć dla własnej działalności pewną niszę. Uznałyśmy, że to interesujący nas temat i atrakcyjne pole działania. Potem pojawiły się następne projekty biurowe. Od czasu do czasu, dla odświeżenia pola widzenia, robimy też inne rzeczy: projekty mieszkaniowe, domy jednorodzinne, wnętrza nietypowe. Staramy się nie zamykać na nowe propozycje, ale dobrze jest mieć specjalizację, dziedzinę, w której jest się naprawdę dobrym.

W jakim kierunku będą zmierzać pomysły projektantów, jeśli chodzi o przestrzeń biurową?
Myślę, że będzie to współgrało ze sposobem zarządzania tą przestrzenią. Już dziś obserwujemy, że blaty biurek stają się coraz mniejsze ― coraz mniej potrzeba miejsca na tradycyjną pracę przy biurku. Biuro powiększa się o funkcje, które powodują, że można w nim spędzić większość doby. Powstają strefy kuchenno-jadalne, w których wspólnie się gotuje, sale gimnastyczne, miejsca kanapowe, strefy relaksu, burzy mózgów, pokoje dla matek karmiących, przedszkola… Biuro spełnia więcej różnorodnych ról i ten proces wciąż się nasila. Oczywiście nie uważam, że w pracy nie powinno być miejsc relaksu, ale nie zachwyca mnie tworzenie atmosfery domu czy klubu. Te funkcje trzeba umieć rozdzielić. Całkowicie zmienia się podejście szefów do zagospodarowania przestrzeni biurowej. Konieczne są miejsca do odpoczynku, sprzyjające integracji zespołu. Czasem jednak odbieram to jako pewną modną tendencję, która jest nam odgórnie narzucona, ale nie zostaje przefiltrowana przez nasze potrzeby czy przyzwyczajenia. Zachwycamy się nowymi pomysłami, często je powielamy, ale to niekoniecznie odzwierciedla rzeczywiste zapotrzebowania pracowników tu i teraz. Naszą ― architektów ― rolą jest kształtowanie nowoczesnego stosunku naszych klientów do przestrzeni biurowej.

Jak zatem projektować biura, by lepiej nam się żyło i pracowało?
Biuro nie może być oparte tylko na rachunku ekonomicznym. Zazwyczaj budżet jest wyliczony jeszcze zanim architekt zostanie zaangażowany do współpracy, co potem mści się na projekcie. Czasem wystarczy mądrzej rozłożyć akcenty, by przy racjonalnym funduszu osiągnąć ciekawy efekt. Kolejnym problemem jest powierzchnia ― czasem na wstępie jest tak „wyśrubowana”, że na strefy uzupełniające, np. odpoczynku, po prostu brak miejsca.

Czasy początków biura Kaim i Bursche Architekci były dobre dla architektury. Czy dziś jest lepiej?
Bez cienia wątpliwości ― dziś jest o niebo lepiej. Zamożność społeczeństwa ma duży wpływ na architekturę. Jeśli chodzi o architektów, to zawsze musieli zmagać z przeszkodami ― oczywiście się nieco zmieniły, ale nie da się ich ominąć.

Dobry architekt, to taki, który w swojej pracy wykorzystuje wiedzę, umiejętności i doświadczenia z różnych dziedzin nauki, sztuki, życia codziennego. Co wydaje się pani najtrudniejsze w tym zawodzie?
Najważniejszą cechą każdego architekta jest radzenie sobie z różnymi ograniczeniami, co jest bardzo trudne i czasem wysysa z człowieka całą energię. Jednak z drugiej strony daje nieprzewidywalność, która sprawia, że to co robimy, nie jest nudne. Myślę nawet, że im więcej tych przeszkód, tym więcej frajdy sprawia ten zawód, daje możliwość ciągłego mierzenia się, testowania kolejnych umiejętności.

Czy ma pani jakieś sprawdzone, kobiece sposoby na radzenie sobie z problemami?
Niestety właśnie po kobiecemu źle sobie z nimi radzę. Na początku wpadam w panikę, działam bardzo emocjonalnie i nie potrafię zrobić kolejnego ruchu, ale wraz z upływem lat, nabywania kolejnych doświadczeń, nauczyłam się, że czasem trzeba te problemy przeczekać, spojrzeć z nieco innej perspektywy, być może porzucić je na moment i chwilę od nich odpocząć. Najgorsze w takich sytuacjach są pochopne decyzje. Zazwyczaj następnego dnia problemy całkowicie zmieniają swoją skalę i czasem dają nawet szansę na nową, lepszą jakość.

Nadchodzi chwila, kiedy trzeba zakończyć projektowanie i zacząć budowę. To jest moment, kiedy musisz się zatrzymać, nawet jeśli uważasz, że jeszcze nie osiągnąłeś tego, co chciałeś. To jedna z największych tragedii architektury ― chwila, kiedy nie ma już odwrotu i musisz iść dalej. To słowa włoskiego architekta Renzo Piano. A jak pani udaje się przejść od koncepcji do realizacji?
Ja wręcz przeciwnie bardzo lubię tę chwilę, kiedy wreszcie wersja papierowa przechodzi w fazę realizacji. Niezmiernie cieszy mnie obserwowanie jak coś powstaje, jak wygląda w rzeczywistości. Uwielbiam ten ruch, tworzenie nowych elementów wnętrza na budowie. Poza tym lubię kontakt z wykonawcami, od których za każdym razem uczę się czegoś nowego. Moje projekty muszą być oczywiście spójne z możliwościami osób, które będą je potem realizować, dlatego staram się uważnie wsłuchiwać w ich wskazówki i sugestie. Oczywiście najważniejsze są potrzeby klienta, ale pewne rzeczy trzeba przepuścić przez sito zastanych warunków.

Kto lub co najbardziej mobilizuje panią do pracy?
Podróże! Uwielbiam ciężką pracę nad projektem, takie napięcie zawodowe, ale od czasu do czasu potrzebuję oddechu od tego co robię, a wyjazdy sprawdzają się pod tym względem wyśmienicie. Podróże w pewien sposób mnie „resetują”, ale też inspirują. Nie muszą to być wyłącznie miejsca bogate w ciekawą architekturę. Podczas pobytu w Afryce uświadomiłam sobie, że natura, piękne krajobrazy i odmienna kultura również mogą przynosić natchnienie.

Na świecie obserwujemy trend przeżywania przez stare budynki kolejnej młodości i adaptowania ich do nowych celów. Londyński „Dirty house” Davida Adjaye stworzony w starym, pochodzącym z lat 30. magazynie, rzeczywiście prezentuje się imponująco. Co pani myśli o takich pomysłach i czy jest jakiś budynek, który chciałaby pani wykreować od nowa?
To doskonały pomysł, ale oczywiście musi być mądrze i sprawnie wcielony w życie. Kiedy oglądam foldery reklamujące pałacyki-hotele, na przykład na Pomorzu, zawsze mam wielką ochotę zmierzyć się właśnie z taką architekturą-dziedzictwem. Moim marzeniem byłoby coś takiego zaprojektować, jednak nie dodając tej „historyzującej makabry”, która się tam zazwyczaj pojawia. Zrobiłabym to podobnie jak Włosi, czy Hiszpanie, którzy w sposób bardzo brutalny łączą elementy nowe ze starymi.
 
Jak wygląda pani typowy dzień pracy?
W przypadku pracy projektanta trudno mówić o typowości. Tu zazwyczaj każdy dzień jest zupełnie inny, ponieważ nie ma takich samych klientów, ani takich samych projektów. Zazwyczaj większość dnia spędzam w pracowni, dużo też jeżdżę na budowy. Nie lubię zaczynać pracy o zbyt wczesnej porze, dlatego ranki są chwilami tylko dla mnie, kiedy jest czas na dobrą kawę i poranną prasę. Staram się też nie zabierać pracy do domu.

Co stanowi dla pani główny cel podczas tworzenia wnętrza?
Zrozumienie potrzeb klienta ― to jest podstawa. Inwestor musi narzucić swoje ramy funkcjonalne, a architekt powinien znaleźć sposób, aby te zagadnienia uwzględnić. Pamiętajmy, że architektura to niezwykle usługowa działalność. Oczywiście można się tu realizować, spełniać swoje projektowe ambicje, ale najważniejsze są oczekiwania osoby, która nam daną pracę zleca.

Czy istnieją wnętrza, na które jest tylko jeden pomysł?
Oczywiście. Proces kreacyjny jest sprawdzeniem wielu pomysłów i szukaniem na zasadzie selekcji tego jedynego, najlepszego.

Czy ma pani wśród architektów jakiegoś projektowego guru?
Jest wiele osób wśród architektów, które cenię, ale chyba tą wyjątkową postacią jest Tadao Ando. Kilkanaście lat temu widziałam budynek jego autorstwa, który zaprojektował dla firmy Vitra jako centrum konferencyjne. Nie tak dawno mogłam oglądać to miejsce jeszcze raz i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jest to architektura bardzo wysokiej klasy, która się nie starzeje. Poza tym jego budowle są pełne spokoju i równowagi, nie ulegają modom. Są po prostu doskonałe.

Czy projektowanie wnętrz to pani wymarzony zawód?
Z pewnością. Dziś, kiedy po tylu latach pracy siadam do projektu, sprawia mi to autentyczną radość. Chyba nie można sobie wymarzyć ciekawszej profesji.

Dodaj komentarz

Autor *
E-mail
Komentarz *
Dodaj 3 do 1 *