newsletter
Architekci i projektanci
wydarzenia
Orgatec
23 październik 2012 / Targi

Największe w europie targi mebli, akustyki, oświetlenia, techniki i wykładzin do biura

Krzysztof Skłodowski. Szacunek do zawodu.

Rozmawiał: Maciej Markowski



Jak to się stało, że po raz pierwszy zaprojektowałeś biuro?

- Biurami zajmowałem się, gdy jeszcze pracowałem w innej firmie projektowej. Kiedy założyłem swoje biuro, nadchodzące zlecenia były po prostu kontynuacją poprzednich.


A co sprawiło, że postanowiłeś się usamodzielnić?

- Po jakichś pięciu latach poczułem, że potrzebuję zacząć projektować na własną rękę, tym bardziej, że moje stanowisko w pierwszej firmie, w której pracowałem, było samodzielne. Moi szefowie zajmowali się architekturą, a ja projektowałem wnętrza biurowe. Od pewnego momentu przejąłem nawet znaczną część procesu pozyskiwania klientów. Sprawdziłem się w tym i poczułem, że nadeszło moje pięć minut.


Zawsze chciałeś zajmować się biurami, czy był to przypadek?

- Czysty przypadek. Mój kolega zajmował się tym w momencie, gdy odszedł z firmy, a ja przejąłem jego obowiązki. Spodobało mi się, tym bardziej, że to była zupełnie nowa na polskim rynku, a mowa o roku 1997. Realizowaliśmy powierzchnię biurową w kompleksie biurowców GTC, aranżowaliśmy nowopowstałe budynki dla klientów. Było olbrzymie zapotrzebowanie na tego typu usługi. Rynek wyglądał wtedy zupełnie inaczej. Nie istniało indywidualne projektowanie wnętrz. Niechętni byli mu też deweloperzy – mieli standardy i nie chcieli odchodzić od harmonogramu realizacji. Sami najemcy też nie byli zainteresowani indywidualizacją, brakowało wzorców. Dopiero zachodnie firmy, zakładając swoje oddziały w Polsce, zmieniły to podejście. Wprowadziły nowe standardy. Chociaż także na Zachodzie w tamtym czasie nie troszczono się tak bardzo się  o wizerunek jak dzisiaj. Dbano wyłącznie o komfort pracy, a miejsca pracy traktowano funkcjonalnie.


Jakie są największe wyzwania w projektowaniu biur?

- Myślę, że najtrudniejsze jest zgranie wszystkich elementów, zachowanie spójności. Niełatwo uzyskać satysfakcję klienta – niepewność trwa dość długo.


Jeżeli mówimy o współpracy, to spytam: jaki jestklient idealny? Daje pełną swobodę czy jasne wskazówki?

- Ani taki, ani taki (śmiech). Najlepszy jest klient, który ma swoje wymagania. Jeżeli jasno je określa, łatwiej nam jako projektantom odpowiedzieć na jego potrzeby. Brak wytycznych jest niezwykle trudny, zwłaszcza na początku. Przygotowując pierwsze pomysły, zupełnie nie wiemy, jak zostaną odebrane, trudno trafić na dobrą drogę. W takim przypadku staramy się długo rozmawiać, by wskazał nam kierunek. Możliwości rozwiązania projektu jest bardzo dużo, a musimy wspólnie obrać jakiś kurs.


Jak wygląda zbieranie informacji przed rozpoczęciem projektu? Oczekujecie wskazówek, rozmawiacie z pracownikami?

- Ja wolę rozmawiać z jedną osobą. W dużej firmie praktycznie zawsze usłyszymy wiele sprzecznych oczekiwań, jeżeli klient pośle nas do poszczególnych działów. Projektowanie bez „centralnego sterowania”, bez osoby zarządzającej, jest skazane na klęskę. Aby ustalić szczegóły, trzeba się spotykać z kierownikami działów, jednak przy określaniu ogólnych ram projektu biura, można rozmawiać wyłącznie z jedną osobą.


A czego oczekiwałbyś od takiej osoby?

- Przede wszystkim profesjonalizmu. Taka osoba wie, czego chce i czego powinna wymagać. Jednocześnie ma pojęcie, na czym polega praca architekta, wie, co jest ważne w projekcie i na co zwrócić uwagę. Powinna być mecenasem projektu i umiejętnie kierować pracą architekta – to prowadzi do najlepszych rezultatów.


Zdarza się wam projektować biura „szyte na miarę”, łącznie z budynkiem, czy raczej dostosowujecie istniejące przestrzenie?

- My nie projektujemy budynków. Takimi realizacjami zajmują się przede wszystkim firmy, których specjalnością jest architektura. Dobrym przykładem byłaby siedziba Agory w Warszawie, zaprojektowana przez pracownię Jems Architekci. Każdy element tego budynku powstał z myślą o końcowym odbiorcy. Na początku zrealizowano coś w rodzaju wzorca, malutki budynek, w którym mieściło się biuro budowy. Projektanci testowali na sobie proponowane rozwiązania, a inwestor też miał szansę zobaczyć te pomysły w praktycznym zastosowaniu.


W kontekście wszystkiego, o czym mówiliśmy do tej pory, ciekaw jestem, jak wyglądał proces projektowania waszej własnej pracowni.

- Bardzo fajne pytanie. Przede wszystkim staraliśmy się odpowiedzieć sobie na pytanie, czy powinno być to funkcjonalne biuro, nasza wizytówka czy też połączenie obu. Ostatecznie wyszliśmy z założenia, że jest to biuro dla nas, które musi spełniać nasze potrzeby funkcjonalne i estetyczne. Użyliśmy dobrych materiałów: fornirów, szkła. Do dziś jestem z niego bardzo zadowolony. Nie zestarzało się przez te ostatnie dwa lata. Jak to bywa z architektami, naszym ulubionym kolorem jest szary. Także ściany są tego koloru w jaśniejszym i ciemniejszym odcieniu, natomiast wszystko, co wypełnia przestrzeń, jest białe, barwne lub drewniane. Uzyskaliśmy klimat, w którym dobrze się czujemy i jest to biuro dla nas. Oczywiście, podoba się ono klientom, tu musimy jednak wierzyć im na słowo (śmiech).


Skoro skupiliście się na funkcjonalności, jakie były wasze główne potrzeby i jak na nie odpowiedzieliście, projektując biuro.

- Chcieliśmy stworzyć z istniejącej przestrzeni – czyli stumetrowego, czteropokojowego mieszkania – maksymalnie otwarte i funkcjonalne wnętrze, które będzie zapewniało nasze wzajemne relacje. Zastany układ nie pozwalał na realizację tego celu przy zastosowaniu klasycznego open space. Stworzyliśmy małą salę konferencyjną, oddzielaną ruchomą ścianką, zaraz na wejściu do biura, przez którą dostaje się do większości pomieszczeń. Stała się miejscem integrującym – to przestrzeń, którą w razie potrzeby można zamknąć, jednak lubimy tę jej otwartość. Projektowanie to praca zespołowa, potrzebujemy kontaktu. Okrągły stół sugeruje brak hierarchii. To nasze ulubione miejsce do współpracy. Nasi goście często są zaskoczeni faktem, że sala konferencyjna nie jest schowana, a znajduje się praktycznie „w przedpokoju”.


Czy był to dla was najciekawszy projekt? A jeśli nie, to który taki był?

- Myślę, że każdy temat jest w pewnych elementach ciekawy. Ale wolę określenie „wymagający” – takie projekty wzbudzają w projektancie kreatywność.
Naszym najtrudniejszym projektem, z racji jego skali, był zrealizowany kilka lat temu, wspólnie z Markiem Niewiadomskim, Polkomtel. Warstwa logistyczna tego projektu była niezwykle rozbudowana. Sam space plan, na którym musieliśmy narysować 20 tys. m, był kilkanaście razy modyfikowany. Spięcie całości było dużym wyzwaniem. Sztab ludzi dopracowywał poszczególne elementy, zespoły opracowywały pewne grupy pomieszczeń. Rozrysowaliśmy np. 40 zespołów toalet i aneksów socjalnych, kilkadziesiąt sal konferencyjnych, recepcje, pomieszczenia zarządu, centralę sterowania ruchem telefonii w całej Polsce… Biuro miało pomieścić ponad półtora tysiąca pracowników. To było tak naprawdę wiele projektów w jednym. Wszystko musiało być wyliczone – od mebli po sufity.
Musieliśmy też dbać o zgodność całości z początkowymi wizualizacjami i założeniami klienta. Skala wymagała od nas wyjątkowo systematycznego podejścia, tym bardziej, że cały projekt wykonawczy musiał być zrealizowany w rekordowym czasie trzech miesięcy. Wszystko musiało być oddane w odpowiednim terminie, by spiąć logistycznie działania wszystkich firm uczestniczących przy jego realizacji.


Biuro na półtora tysiąca pracowników to duży projekt. Jakie projekty najczęściej wam się trafiają?

- Bardzo różne. Kiedyś robiliśmy analizę dla jednego z deweloperów, dotyczącą średniej wielkości projektowanych przez nas realizacji. Są trzy takie „półki”. Pierwsza to małe biura, o powierzchni do 300, 400 metrów; druga to biura średnich firm; trzecia to typowe biura korporacyjne dla setek pracowników.
W czasie kryzysu robi się najwięcej małych biur, gdyż większe firmy wtedy nie inwestują, ograniczają koszty. W okresie prosperity liczba zleceń dla większych firm rośnie. Ogólnie można wyznaczyć pewne zależności pomiędzy stanem gospodarki a typem projektowanych biur. Nie dotyczą one tylko firm ubezpieczeniowych i farmaceutycznych. Te zdają się mieć dobrze, niezależnie od wszystkiego.


Jakie wyzwania napotyka się przy projektowaniu małego i dużego biura?

- Różnice są znaczne. Gdy robimy projekt małej firmy, wówczas projektujemy wszystko w najdrobniejszych szczegółach, każdą rzecz z osobna, indywidualnie. Można po kolei omówić z klientem każde pomieszczenie. Natomiast w przypadku większych firm projektuje się tylko najważniejsze, reprezentacyjne pomieszczenia, poza tym tworzy się wzory grup pomieszczeń. Klient nie ma czasu, by zastanawiać się, jak każda sala ma wyglądać. Projektujemy np. typowy open space, typową łazienkę, aneks socjalny czy punkt ksero, potem zaczyna się to powielać.
Stosujemy oczywiście pewną indywidualizację. To podejście jest też korzystne dla klienta, gdyż łatwiej mu ogarnąć projekt przy tego rodzaju systematyzacji. Wie, jakie rodzaje biurek zamówić – ile zwykłych, ile menadżerskich, może dobrać stoły konferencyjne, które w razie potrzeby można łączyć. Ta powtarzalność zapewni mu też łatwość serwisowania. Podejście musi być więc inne.


Jak wygląda wasza współpraca z firmami meblowymi? Zwróciłem uwagę, że w wielu z waszych realizacji widać ścianki firmy ESPES.

- To prawda, bardzo je lubimy. W tej firmie pracuje grupa profesjonalistów. Chciałbym, żeby istniało więcej takich firm, wówczas nasza praca byłaby przyjemniejsza. Nie wstydzę się tego powiedzieć.
Natomiast jeśli chodzi o rynek meblowy, każdy ma jakieś swoje sympatie produktowe. Jako architekci staramy się jednak poszukiwać nowych zestawień. Ja bardzo cenię swoją niezależność. Co jakiś czas przypada mi do gustu jakiś produkt i staram się go wówczas stosować we własnych realizacjach. Korzystamy z usług różnych firm, śledzimy rynek, jeździmy na targi i wybieramy najlepsze możliwości. Architekt musi być sprawnym selekcjonerem, a nawet trendsetterem. Musimy szukać inspiracji i sami tworzyć nowe idee.


Jak w ostatnich latach zmienił się rynek biurowy i projektowanie miejsc pracy?

- Bardzo się zmieniło. Kiedyś nie było projektowania wnętrz, tylko projektowanie biur. Dziś istnieje już dbałość o wnętrza. Nawet w projektach wyłącznie aranżacyjnych klient oczekuje dziś wizualizacji, chce zobaczyć próbki. Trzeba przekonać go do rozwiązań odpowiednich dla jego firmy. Kiedyś nie oczekiwano od architektów indywidualizowania biur. Były bardzo do siebie podobne, a na początku wręcz identyczne. Postęp technologiczny, logistyczny i wielkość rynku sprawiają, że mamy coraz większe możliwości projektowania własnego biura – możemy wybrać dowolne produkty i architekta o odpowiadającym nam stylu; możemy dobrać kogoś, kto skupia się na funkcjonalności lub wyglądzie biura.
Jest też inna dostępność produktów, możliwość sprowadzenia ich z całego świata. Zmieniła się świadomość klienta i wiedza architekta. Pozwala się nam także na większą swobodę i rozmach, co bardzo mi się podoba. Wśród inwestorów pojawiła się świadomość, że czasem warto wydać więcej, by zyskać coś dopasowanego.


Zacząłeś się zajmować projektowaniem biur, gdy wzorce były nieliczne…

- W ogóle nie było wzorców! (smiech)


Właśnie.

- Skończyłem wydział architektury Politechniki Warszawskiej w połowie lat 90. i nie pamiętam, żebym był na choć jednym wykładzie dotyczącym projektowania biur. Może były jakieś specjalistyczne, ale nie sądzę. Nikt nie mówił o zapotrzebowaniu na tego rodzaju przestrzeń. Nikt wtedy nie projektował biur. Zajmowali się nimi architekci projektujący całe budynki – projekt aranżacji był integralną częścią projektu budowlanego. Nikt nie myślał o tym, że powstanie nowa dziedzina.


Skąd w takim razie brałeś wiedzę i inspiracje?

- Z życia (śmiech). Na początku robiliśmy wiele projektów-aranżacji, co wynikało ze świadomości, że nie bardzo możemy sobie pozwolić na coś więcej, ale z czasem udawało nam się namawiać klientów na ciekawsze rozwiązania. Stopniowo biura zaczęły się różnicować. Było to dla nas ważne, by nie utonąć w jednostajności, w białych ścianach i niebieskiej wykładzinie, które królowały w połowie lat 90. Dziś właściwie nie można przyjść do klienta i nie zaproponować mu unikalnych rozwiązań. To jest fantastyczne!


Inspirowaliście się zachodnimi biurami? Udało się wam dostać jakieś odpowiednie książki na Zachodzie?

- Staraliśmy się wzorować na rozwiązaniach, które znaleźliśmy w katalogach czy folderach – internet jeszcze przecież nie był powszechnie dostępny. Stawialiśmy jednak na autorskie rozwiązania, uważaliśmy, że kluczem do dobrego projektu jest dobry pomysł, powstały specjalnie dla tego klienta. Jeżeli kopiowałbym podejrzane wzorce, nigdy nie osiągnąłbym tego, co chciałbym. Inspirowanie się jest ważne, do każdego klienta trzeba jednak podchodzić indywidualnie. Firmy chcą rozpoznawalnych biur, odpowiednich dla ich marki i takich, w których pracownicy będą czuli się jak u siebie.


Oznacza to, że biura firm reklamowych, farmaceutycznych i banków znacząco się od siebie różnią? Czy są tu prawidłowości?

- Dobre pytanie. W przypadku banków ostatnio zaczęły się pojawiać małe oddziały w biurowcach. Zamiast klasycznego okienka jest open space, jesteśmy przyjmowani przy indywidualnym stanowisku pracy, wszystko jest transparentne. Jednak już za szklaną ścianą jest pełna mobilizacja – mamy systemy alarmowe, strefy dojścia, sejfy itd. Wszystko, co niewidoczne dla klienta, jest ściśle regulowane przez prawo bankowe lub zasady bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o firmy farmaceutyczne, tu kluczowa jest cisza. Te firmy rzadko pracują w open space, szukają raczej budynków, gdzie można zrealizować układ korytarzowy. Pokoje są jedno-, maksymalnie dwuosobowe. W agencjach reklamowych lub firmach marketingowych nie obowiązują żadne reguły – im bardziej szalony i oryginalny pomysł, tym lepiej.


Na koniec moje ulubione pytanie: co zainspirowało cię do zostania architektem?

- Lubiłem rysować. Zamiast do liceum poszedłem do technikum architektoniczno-budowlanego. To były czasy rozpadającej się komuny – trudno było powiedzieć, jak to się wszystko skończy, i część społeczeństwa czuła, że przy okazji zdobycia średniego wykształcenia warto zdobyć konkretny zawód. Namawiany przez rodziców, poszedłem do kierunkowego technikum – z jednej strony przygotowało mnie to do architektury, a z drugiej ograniczyło możliwość wyboru kierunku studiów – z chęcią jednak go wybrałem. Zawsze odnosiłem się do zawodu architekta z dużym szacunkiem, ponieważ daje możliwość kreowania pewnej rzeczywistości.


Artykuł można również przeczytać ściągając darmowe e-wydanie

Dodaj komentarz

Autor *
E-mail
Komentarz *
Dodaj 1 do 2 *