O sztuce budowania, największych życiowych pasjach oraz nadziejach i obawach związanych z przyszłością – rozmowa z architektem i niedoszłym organistą Tomaszem KonioremRozmawiała: Izabela Kamińska
Zdjęcia: Szymon Rogiński i Anna Paterek
Wyglądasz na szczęśliwego człowieka. Czy to dlatego, że los dał ci szansę realizowania marzeń?Możliwość pracy w wymarzonym fachu, fascynujące tematy projektów, praca z kapitalnym zespołem, poznawanie niezwykłych ludzi - czyż to nie wystarczające powody by czuć się szczęśliwym? Oczywiście mogę wskazać setki mniejszych i większych radości. To nie oznacza, że obca mi jest szara i skomplikowana codzienność. Niezależnie od sukcesów konieczny jest mechanizm wytwarzający dobrą energię. To często kwestia stawiania właściwych akcentów, które stymulują pozytywne emocje.
W świecie architektów przeważają raczej pesymistyczne nastroje…Oczywiście znam powody, z których może wynikać ten pesymizm – rzeczywistość i realia, w których pracujemy, nie sprzyjają ambitnym i kreatywnym. W spadku po ostatnich dziesięcioleciach dostaliśmy nienajlepsze przyzwyczajenia. Zmagamy się z ogromną ilością problemów. Szczególnie drażnią i frustrują te pozaprojektowe. Nie rzadko zdarza się, że sam projekt i jego jakość schodzą na dalszy plan. Stres i ryzyko stoją się nieodłączne w zawodowej rzeczywistości. Każdy z nas szuka i znajduje własną metodę radzenia sobie z oporem materii. Uśmiech i życzliwość przełamują bariery, otwierają drzwi... W Radiu Katowice w każdą niedzielę możesz usłyszeć słowa: „Architekt musi być szczęśliwym człowiekiem!”- to moja zapowiedź programu o ludziach pozytywnie zakręconych. Nie ukrywam, że dostrzegam w tej postawie niezwykle ważny, zawodowy kontekst.
Czy podglądasz i oceniasz to, co robią twoi koledzy po fachu?Wsłuchuję się w odgłosy otoczenia. To jest nieodzowne dla uprawiania tego zawodu- ważny punkt odniesienia. Wciąż przecież się uczymy. Sędziujemy konkursy architektoniczne. A wtedy ocena staje się konieczna...
Powiedz, jak ci się podoba architektura za oknem?Rozmawiamy w jednym z lepiej urządzonych miejsc w Warszawie. Kątem oka widzę Plac Konstytucji. Zgrabne domy. Niezłe proporcje. Jest dobrze. Gdyby przez większość okien w tym kraju był równie atrakcyjny widok, powodów do radości mielibyśmy jeszcze więcej.
Architekci winą za złą architekturę obarczają system, deweloperów, rozgrywki spekulacyjne, a sami wycofują się ze świata społecznego. Może byłoby lepiej, gdyby sięgnęli po władzę. Czy wydaje ci się możliwe utworzenie takiej architektoniczno - politycznej chimery?Szczerze mówiąc znacznie gorzej jest z urbanistyką niż z architekturą. Dziś nie buduje się zdrowej, przyjaznej miejskiej przestrzeni. Przeważnie powstają suburbia. Przyczyn jest wiele. Brakuje dobrych wzorców i dobrych doświadczeń. Obowiązujące prawo nie sprzyja poprawnym rozwiązaniom. To jest ogromne wyzwanie. Często o tym rozmawiamy w kontekście regulacji prawnych. Gdyby wśród polityków znajdowali się nasi przedstawiciele, to z pewnością nacisk na jakość przestrzeni byłby większy. Myślę również o edukacji architektonicznej. Kształtowaniu postaw. W krajach, które stają się dla nas wzorem procesy związane z budowaniem dobrej przestrzeni do życia zachodzą przez dziesiątki, setki lat. Nieprzerwanie. Myślę o wysokiej architektonicznej średniej, która wyraża poziom społecznej świadomości. Choćby Czechy, które oprócz niezłej architektury mają chyba najwięcej dobrze urządzonych placów i ulic. Za tym oprócz odpowiedniego prawa stoi edukacja i kultura społeczeństwa. Długotrwały, ciągły proces nabierania doświadczeń i dobrych nawyków.
A może ty powinieneś zasilić grono rządzących?Chcesz, abym już nic więcej nie zaprojektował?
Przeciwnie, myślę, że to mogłoby być szansą na rozszerzenie zasięgu twoich działań.Przyznam, że taka myśl przeszła mi kiedyś przez głowę. Widzę, jak wiele można zrobić, lepiej
i skuteczniej. Wyznaczyłem sobie jednak sporo zadań, których ogarnięcie absorbuje całość mojego czasu. Jestem zaangażowany w liczne projekty, działalność instytucji, gremia doradcze... Wreszcie rozpoznana umiejętność projektowania przestrzeni - spełniam się w tym wszystkim mimo licznych ograniczeń i póki co zamierzam się tego trzymać.
Istotą twojego działania jest współtworzenie rzeczywistości materialnej, fragmentów przestrzeni, z której potem korzystają ludzie. Myślisz, że architektura powinna być rozpatrywana wyłącznie poprzez pryzmat miejsca do życia, pracy i wypoczynku? Czy budynki bez perspektywy ludzkiej mają sens?Obserwujemy sporo architektonicznych manifestów, których celem, już w samym założeniu, jest wzbudzać ferment. Nie przekreślam w całości takich działań. Czasem powstają wybitne dzieła. Jednak ilość złych eksperymentów każe zachować ostrożność, przywołać pytania o hierarchię wartości w architekturze. W każdym momencie naszej pracy trzeba myśleć o tym komu służą budynki, kim jest człowiek w projektowanym środowisku. Dlatego w naszych projektach ważniejszy jest dialog niż komunikat, odbiór niż przekaz. Coraz większą wagę przykładamy do akceptowania przestrzeni przez użytkowników. Dziś i w przyszłości. Stronimy od efekciarstwa, pseudozaskoczenia, wymuszanego podziwu. Coraz bliżej nam do architektury egalitarnej.
W tym roku po raz dwunasty odbędzie się Biennale Architektury w Wenecji. Hasłem przewodnim tegorocznej edycji jest: People meet in the architecture (Ludzie spotykają się w architekturze). Rozumiem, że jest ono odzwierciedleniem filozofii twoich działań?Projektowanie i budowanie poprzez pryzmat odbiorcy jest dla mnie istotą procesu. Mam silnie wykształcone przekonanie, że architektura bez ludzi jest niekompletna. Dostrzegam jej znaczenie i sens w momencie pojawienia się w niej życia.
Wracając do biennale – myślisz, że architektoniczne wystawy (w Wenecji, Rotterdamie) mają duże znaczenie dla rozwoju i postrzegania budownictwa?W edukacji widzę szansę ciągłego podnoszenia poziomu świadomości. Tak bardzo nam jej brakuje. Wszelkie inicjatywy inspirują do refleksji, dyskusji. Architektura to wzajemne relacje, które powinny zachodzić na wszystkich etapach: projektowania, budowania i użytkowania. To zawsze muszą być reakcje i interakcje.
Ty śledzisz takie zmagania?Uważam, że jeśli funkcjonujemy w danej rzeczywistości, to powinniśmy jak najwięcej o niej wiedzieć. Biennale Architektury jest jedną z szans obserwowania tego, co robią inni.
Często oglądasz się wstecz, czy najważniejsze jest to, co w przyszłej perspektywie?Rzecz w dobrych proporcjach. Przywoływanie obrazów z przeszłości określa tożsamość.
To często ważny argument dla uzasadnienia podejmowanych decyzji. Istotne jest poczucie ciągłości i dobra kontynuacja. Jednak nie byłbym twórcą, gdybym w architekturze nie szukał nowych znaczeń, nowych jakości. Nie wyobrażam sobie jednak wybiegania w przyszłość bez studiowania przeszłości. Istnieje intensywny splot połączeń. Konieczna jest równowaga i harmonia między tymi światami.
Obawiasz się przyszłości?Rozterki, wątpliwości, niepewności są częścią naszej pracy. Dzięki nim udało się nie rzadko uchronić od zbytniej brawury, oddalić zagrożenia nieuchronnie prowadzące do zawodowych klęsk. Nawet w krytycznym momencie staram się być opanowanym, formułować wnioski i iść dalej. W przeciwnym razie nie dokończyłbym żadnego projektu.
W takim razie jakie cechy powinien posiadać architekt, by potrafił pełnymi garściami czerpać z architektonicznej tradycji, a z drugiej strony formować rzeczywistość na miarę nowych czasów?To są wartości i cechy uniwersalne. Czytać, słuchać, obserwować. Widzieć.... Być w ciągłym ruchu. Pracy architekta zawsze towarzyszą emocje. Nie może zabraknąć przenikliwości
i wrażliwości. Ten zawód nie polega wyłącznie na projektowaniu. Projektowanie nie polega wyłącznie na rysowaniu. Będąc konsekwentnymi komentatorami świata musimy odbierać otaczającą rzeczywistość wszystkimi zmysłami, zajmować się różnymi aktywnościami, taka postawa daje szansę rozumienia ludzi, ich zachowań i potrzeb. Architekt to człowiek ciekawy
i zainteresowany. Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o dużych pokładach optymizmu. Skoro mamy poprawiać przestrzeń konieczne jest dostrzeganie pozytywów w każdej sytuacji.
I w końcu… trzeba kochać ludzi...
Czy którąś z wymienionych własności szczególnie trudno ci opanować?Bywa, że trudno zapanować nad kalendarzem, wszystkimi zajęciami. Kłopot sprawia systematyczność. Pewne zadania potrafią tak pochłonąć, że funkcjonuję zbyt jednokierunkowo. Wciąż nad tym pracuję. Zespół jest wsparciem.
Obserwując twoje projekty (zrealizowane i niezrealizowane), szerokie spektrum rozwiązań, odnoszę wrażenie, że twoja głowa jest przepełniona niezliczoną ilością pomysłów....i wątpliwości. Podchodzę do swoich pomysłów z rezerwą, wręcz z pokorą. Nonszalancja, którą miałem zaraz po studiach, odeszła w niepamięć. Myślę, że dzięki zdobywaniu nowych doświadczeń, nabieram coraz większego dystansu do siebie i wykonywanej pracy. Choć bywa tak, że widzę jaśniej. To ważne chwile. Budzę się w nocy i nie jestem w stanie zachować wszystkiego, co płynie szerokim strumieniem.
Czy wśród twoich działań jest konkretna dziedzina, która szczególnie cię fascynuje?Nie ukrywam, że fascynują mnie tematy związane z miastem i muzyką. Takie projekty dotyczą niezwykłych kontekstów, odkrywanych znaczeń przesyconych kulturą i tradycją. To są tematy, które pochłaniają bez reszty, nieograniczone zasoby energii. Przykładem jest budynek Centrum Nauki i Edukacji Muzycznej „Symfonia” w Katowicach, który połączył oba zjawiska. To obiekt miejski i muzyczny zarazem. Osadzony w gęstej tkance, ściśle związany z historią. Synergia sztuk. Genius Loci. Tradycja materiału - mam na myśli cegłę, tak mocno związaną ze śląskim krajobrazem. Niezwykłą przygodą była możliwość bliskich relacji z legendami muzyki. Henryk Mikołaj Górecki, Wojciech Kilar, Eugeniusz Knapik, Krystian Zimerman – to przede wszystkim fantastyczni, pozytywni ludzie. Wiele im zawdzięczam.
A co z modą i trendami? Ulegasz im?Tak. Choćby buty, które mam na nogach. Podobno modne, ale najważniejsze, że w moim guście
i bardzo wygodne. A tak poważnie: nie ma nic bardziej nietrwałego niż moda. Nie w tej dziedzinie realizują się nasza zawodowe ambicje. Zdecydowanie ważniejszą kwestią są znaczenia, konteksty, punkty odniesienia, które uzasadniają wybory.
Czy tworząc architekturę czujesz się kreatorem mody?Modny czyli tymczasowy, chwilowy. Nie tak wyrażam swój zawodowy temperament. Czasem architektura jest dziwna, bo chce być pierwszą, pojawiać się na okładkach czasopism, być pokazywaną. Jakoś tego nie czuję... Inaczej układam własną hierarchię, być może mam odmienne potrzeby. Architektura poprzez wymuszoną „inność” - to nie jest mój świat.
Co w takim razie z oryginalnością waszych projektów?Inspiracji szukamy w procesie myślenia o przestrzeni. Oryginalność nie wyraża się w hołdowaniu modom. Jest zapisana w kontekstach, pomiędzy stawianiem dobrych pytań, a szukaniem trafnych odpowiedzi…
Podobno to biurowce są największą szansą na wdrażanie nowych pomysłów.Jest znakomicie, jeśli innowacje wychodzą na przeciw potrzebom człowieka. Każdy obiekt daje szansę nowym pomysłom. Niezależnie od tego, czy jest to kościół, fabryka czy biurowiec. W tych przestrzeniach ludzie przebywają z jakiegoś powodu. Projektowanie zawsze wymaga zrozumienia oczekiwań użytkowników i specyfiki funkcji. To wciąż wyzwanie dla architektów. Mamy do dyspozycji masę przemyśleń, nowych materiałów i technologii - korzystajmy z doświadczeń i możliwości.
Przychodzi ci do głowy pomysł na biurowiec przyszłości?Coraz częściej mówi się o organizowaniu pracy w domu, przy pomocy najnowszych osiągnięć techniki. Jednak wciąż wierzę w potrzebę ludzkich, żywych kontaktów. Już obwieszczono mroczny koniec kin a nawet teatrów i filharmonii, ale mimo wyposażania naszych domów w najwyższej jakości urządzenia audiowizualne, wspomniane funkcje i miejsca wcale nie zniknęły, a wręcz przeciwnie –przeżywają swoisty renesans. Ludzie potrzebują doświadczać takiej integracji wokół niezwykłych wydarzeń. Podobnie jest z pracą – przebywanie z innymi ludźmi inspiruje. Kiedy myślę o moim zespole nie wyobrażam sobie, że mógłbym kontakty między nami ograniczyć wyłącznie do maili i telefonów.
W takim razie jak wygląda Konior Studio?Dwa lat temu przeprowadziliśmy się do pięknej willi z lat 30-tych XX wieku. Okresu, który na Śląsku wprowadził niezwykłe rozwiązania architektoniczne, pozostawił budynki wzorowo zintegrowane z tkanką miejską. Myślę, że nasze biuro doskonale nas wyraża. Mamy tam przyjazną przestrzeń do pracy, miejsca integracji, odpoczynku i kąt dla firmowego zwierzaka – ryby Klementyny.
Myślisz o zaprojektowaniu w przyszłości biurowca specjalnie dla Konior Studio?Dysponujemy jeszcze odrobiną przestrzeni dla rozwoju. Ale kto wie? Być może zaistnieje potrzeba rozbudowy albo zmiany miejsca, może wtedy... Dziś czujemy się tam wyśmienicie.
Chciałbyś jednak, aby pracownia się powiększała?Zaczynałem jako jednoosobowa firma, ale dziś nie potrafiłbym tak działać.
Ponad dwudziestoosobowe biuro jest dziełem wielu okoliczności, splotem różnych wydarzeń. Jednak chciałbym zachować autorską formułę biura. Ludzie i zadania wymagają indywidualnego podejścia. Cenię bezpośredni kontakt z każdym architektem. Czas pokaże, co dalej...
Skoro nie wyobrażasz sobie pracy w pojedynkę, to jakie miejsce w twoich działaniach zajmuje zespół projektowy?Konior Studio jest zespołem. Projekty są dyskutowane. Przekonujemy się argumentami. Każdy pomysł przyjmowany jest z nadzieją. Preferuję dialog, wspólne dochodzenie do celu. Staram się zostawiać zespołowi coraz większe pole aktywności.
Czyżby młodzi górą? Zespół składa się w większości z bardzo młodych osób. Dostrzegasz w nich większy potencjał?To nie przypadek, że otaczam się młodymi ludźmi. Sam jeszcze nie wyrosłem z młodzieńczych marzeń. Energia, którą emanują, pozytywnie nastraja i inspiruje. Bardzo dużo im zawdzięczam.
Razem zdobywamy nowe doświadczenia. Nie tak dawno w Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprezentowaliśmy wystawę, będącą przeglądem naszych dokonań. Przyznam, że patrzyłem na efekty z satysfakcją. Udało się zrobić sporo, co utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze wybrałem.
Dobierając współpracowników kierujesz się jakimiś szczególnymi kryteriami?W rozmowach zwracam też uwagę na pasje nie związane z architekturą. Chodzi o różnorodność, otwarty umysł, ciekawość świata....
A jakie ty masz pasje niezwiązane z zawodem?Muzyka... Góry... Podróże... Miasta... Mógłbym wymieniać długo. Ale wspomnę jeszcze tylko
o dwóch: jedzenie i wino!
Sam też gotujesz?Nie, kuchnia to miejsce wymagające talentu i wiedzy. Za to uwielbiam obserwować, jak robią to mistrzowie. Smakować. Degustować. Podczas moich podróży staram się odkrywać nowe, niezwykłe potrawy. To nieograniczone bogactwo doznań.
Wspominałeś o pasji związanej z muzyką…Gdybym nie został architektem, byłbym organistą- to pewne. Muzyka fascynuje... Ulotna, tajemnicza, najbardziej zmysłowa ze sztuk.
Jakie gatunki muzyczne najlepiej cię wyrażają?Klasyka... Mistrzem od najmłodszych lat pozostaje Jan Sebastian Bach. W harmonii i bogactwie wciąż odkrywam nowe brzmienia: ostatnio Maurizio Pollini znów zaskoczył genialną interpretacją. Jazz... nieograniczone formy i środki wyrazu, różnorodność, a jednocześnie równowaga i współbrzmienie. Choćby Avishai Cohen, genialne, posłuchaj...
O czym teraz marzysz? Czy dotyczy to przede wszystkim architektury?Wiesz... chciałbym mieć fortepian. Może kiedyś zaproszę Cię na koncert?
No i Alaska... musi być piękna.
W takim razie życzę ci przede wszystkim tego fortepianu i nie mogę się doczekać, kiedy usłyszymy o architekcie i muzyku Tomku Koniorze.Tomasz Mikołaj Konior, absolwent Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej. W 1995 założył Konior Studio. Autor wielu zrealizowanych i wielokrotnie nagradzanych budynków. Laureat konkursów i znaczących nagród w tym prestiżowej „40 under 40” przyznawanej najlepszym europejskim architektom młodego pokolenia.
W latach 2000-2009 był członkiem zarządu Stowarzyszenia Architektów Polskich w Katowicach.
Jest współtwórcą Instytutu Współczesnego Miasta i Galerii Architektury SARP w Katowicach.
www.koniorstudio.pl