newsletter
Architekci i projektanci
wydarzenia
Orgatec
23 październik 2012 / Targi

Największe w europie targi mebli, akustyki, oświetlenia, techniki i wykładzin do biura

Tomek Rygalik - Zdeklarowany projektant.

Wywiad z projektantem, Tomkiem Rygalikiem, dotyczący jego spostrzeżeń zawodowych, decyzji życiowych oraz planów na przyszłość

Rozmawiała: Izabela Kamińska

Czy wzornictwo jest przede wszystkim doznaniem estetycznym?

Wzornictwo jest rodzajem aktywności twórczej, określającej zewnętrzne parametry przedmiotów, które prowadzą do wytwarzania się funkcjonalnych oraz osobistych relacji między przedmiotem a jego użytkownikiem. Choć nie powinno tak być, to rzeczywiście w powszechnej świadomości termin ten kojarzony jest głównie z wyglądem, wzorem, zdobieniem, ornamentem. Między innymi  przez to, bardzo ograniczone myślenie o wzornictwie, do naszego języka wkradło się o wiele szerzej rozumiane pojęcie „design“, które jest też bardziej adekwatne do tego, czym ja się zajmuję.

    

Na liście moich zainteresowań aspekty estetyczne znajdują się na samym końcu, w dodatku pisane są małymi literami. Kiedy myślę o przedmiocie, najważniejsza jest dla mnie funkcjonalność, skuteczność, emocjonalność. Oczywiście wszyscy lubimy otaczać się pięknymi przedmiotami i wygląd ma znaczenie, ale to piękno musi być przemyślane, musi być wynikiem procesu – przebycia drogi związanej z niezwykle szerokim spektrum wpływów, z zagadnieniami świata socjologii, psychologii, materiałoznawstwa i procesu produkcji.

Jakie atrybuty powinien posiadać przedmiot, aby można powiedzieć, że jest „designerski“?

Słowo „designerski“ moim zdaniem posiada negatywne konotacje. Taki przedmiot próbuje zwrócić na siebie uwagę, jest nienaturalny, zakompleksiony, przedobrzony i dużo kosztuje albo udaje coś drogiego. Te skojarzenia są wynikiem dążenia do spektakularności, poszukiwania rozgłosu i bycia zauważonym, co niestety pokutuje, łączeniem designu ze sztuką udziwniania i podrażania rzeczy.

W takim razie pomóż, proszę, zwykłym zjadaczom chleba. Stwórz mapę, która ułatwi poruszanie się po rynku przedmiotów, pozwoli w tej aglomeracji rzeczy oddzielić plewy od ziarna.


Byłbym idealistą, gdybym powiedział, że da się posiąść dogłębną wiedzę na temat kultury materialnej przedmiotów codziennego użytku, która pozwoliłaby na dokonywanie wyłącznie właściwych wyborów. Są jednak pewne bardzo proste zasady poruszania się po rynku przedmiotów, którymi należy się kierować. Zacznijmy od refleksji i analizy, pozwalającej na rezygnację z przedmiotów, których nie potrzebujemy. Rosnąca podaż sprawiła, że staliśmy się niewolnikami zakupów i nabywania nowych, zbędnych rzeczy. Kolejnym kryterium selekcji powinna być wysoka jakość: solidność ze względu na użyte materiały, precyzję wykonania oraz stałość użycia, czyli niewychodzenie z mody. Musimy nauczyć się nieulegania obiektom, które próbują wykrzyczeć swój wizerunek. „Wrzeszczące przedmioty“ są olbrzymim problemem dzisiejszego świata, budują rodzaj hałasu wizualnego, który podświadomie skupia uwagę i bardzo męczy.

Między każdą rzeczą, a naszym umysłem istnieje niewidoczna nić powiązań, dlatego nie możemy dopuścić, aby najbliższe otoczenie składało się z takich „zjawisk“ przeładowanych treścią, walczących o swoją pozycję. W organizowaniu świata przedmiotów bardzo ważny jest również poziom osobisty, dopasowanie przedmiotu do indywidualnego lifestyle‘u anej osoby i jej pozycji w społeczeństwie.
Konsument, użytkownik, osoba to jeszcze nie wszystkie możliwe poziomy relacji w świecie produktu. Istnieje jeszcze wyższy poziom na którym funkcjonuja przedmioty – to poziom ludzki, gdzie czlowiek w całej złożoności staje w centrum uwagi. Na tym poziomie ważne są emocje, odczucia, symbole oraz prawdziwa, a nie deklarowana wrażliwość na otoczenie. Dlatego design jest tak ważną cześcią kultury.

Czy potrafisz w takim razie zdiagnozować, co dolega polskiemu ciału projektowemu? Dlaczego jesteśmy zarzucani przedmiotami, które nie posiadają wymienionych przez ciebie cech?

Polska kultura materialna jest niestety na bardzo niskim poziomie, co wynika z „bidy“ i zamknięcia, w jakim przyszło nam żyć. Nie dorastaliśmy w dobrze zaprojektowanym, wykonanym z solidnego materiału otoczeniu, a w środowisku rzeczy niskiej jakości. Kontekst jest niezwykle ważny, środowisko, które nas otacza ma ogromny wpływ na nasze postrzeganie i na nasz system wartości. Do niedawna podstawowym wyzwaniem Polaków była nieustanna walka o byt, szukanie alternatywy dla pustych półek sklepowym. W momencie zalania rynku produktami z różnych stron świata, skuszeni nową sytuacją i nieświadomi perspektywy ich powstawania Polacy po prostu stali się częściami samonapędzającej się konsumenckiej machiny.

Kolejną kwestią jest bezgraniczne zaufanie marce, która stała się wyznacznikiem, aniołem stróżem przedmiotów ekskluzywnych – czytaj: wysokiej jakości. Firmy za pomocą właściwie zorganizowanego PR dokonują wyboru. My jesteśmy tylko pionkami zaprogramowanymi na wykonywanie poleceń.
Na szczęście świadomość Polaków rośnie, bogacimy się, więcej podróżujemy, otoczenie powoli nasyca się rzetelnymi produktami. Zaczynamy dostrzegać, że lepiej zainwestować w jedną lepszą rzecz, która posłuży nam dłużej, niż w międzyczasie mieć sześć byle jakich, choć może i tańszych, ale mniej komfortowych i nie dających szansy na stworzenie jakichś emocjonalnych relacji.


Ale z drugiej strony z sentymentem i estymą wspominasz okres, kiedy polskie sklepy świeciły pustkami, a twój ojciec własnoręcznie konstruował trudno dostępne w tamtych czasach sprzęty codziennego użytku. Sam również majsterkowałeś i podkreślasz, że to procentuje w twoim życiu zawodowym.

Oczywiście nie deprecjonuję tamtego czasu, on rzeczywiście był ważny, pozwolił na wykształcenie się w Polakach wielu pozytywnych cech. Ubolewam tylko, że zaradność, do której odnosi się twoje pytanie, zmieniła się u dużej części naszego społeczeństwa w całkowitą bezradność i bezrefleksyjne umiłowanie tego co łatwe i „takie fajne”. Ludzie pomysłowi i przedsiębiorczy stali się koneserami rynku przedmiotów-wydmuszek, przypominających tylko produkty, którymi powinny być. Błądząc po ścieżkach pełnych „krzyczących przedmiotów“ nie mają czasu, nie potrafią zatrzymać się i zastanowić nad ich specyfika lub choćby pochodzeniem, nie myślą o tym czego potrzebują. Bardzo szybko podejmują decyzje, które wprowadzają nieodwracalne zmiany. Nowe, byle jakie staje się zagładą dla starego, solidnego.

Żyjesz bardzo intensywnie, dużo podróżujesz, obcujesz z różnymi kulturami, działasz w różnych zakątkach świata. Zasadniczą aktywność zdecydowałeś się jednak przenieść do Polski. Dlaczego właśnie tutaj?

Rzeczywiście przez wiele lat żyłem za granicą, najpierw w USA potem w Londynie. To był bardzo ciekawy i cenny czas, dający możliwość rozwoju, zdobywania ciekawych doświadczeń. Moja praca nie ogranicza mnie miejscem, dlatego mogę wykonywać ją niemalże w każdym zakątku świata. Zdecydowałem się jednak mocniej zakorzenić tutaj, ponieważ uznałem, że to miejsce ma bardzo dużo do zaoferowania. Polskie uwarunkowania są naprawdę ciekawe i powodują, że codzienność staje się bardzo kształcąca.

Zauważyłem, że tu są bardzo duże potrzeby, a co za tym idzie – duże możliwości. Prawdziwe eldorado dla działań! W dodatku mogę liczyć na wsparcie niezwykłych, mądrych ludzi. W środowiskach, w jakich się obracałem, polskość zawsze była ceniona i dobrze odbierana. Cudzoziemcy szanują nas i naszą zaradność, pracowitość, inteligencję, energiczność oraz to, że szybko potrafimy odnaleźć się w nowych środowiskach i – co więcej – szybko w nich zabłysnąć. Niestety, Polakom czasem brakuje wiary w siebie.

Może nasza nacja potrzebuje ciągłych pochwał i mówienia, jacy to jesteśmy wspaniali…

Być może, ale dlaczego tak jest? Kiedy o tym myślę, znowu przychodzi mi do głowy nasza historia. Po prostu zostaliśmy mocno skarceni w młodości, pobici w dzieciństwie i trudno uwierzyć, że możemy być w czymś dobrzy. Musimy być wciąż dowartościowywani i klepani po ramieniu. To jest taka bardzo polska cecha, mówi się nawet o pewnego rodzaju kompleksie.

A jak jest z tobą: lubisz być wychwalany, „klepany po ramieniu“, nagradzany?

To jest bardzo miłe, ale nie najważniejsze. Zaczynam nawet przywiązywać do tego coraz mniejszą wagę. Pamiętam te pierwsze nagrody, które dostałem zaraz po szkole. To miało dla mnie ogromne znaczenie. Dziś patrzę na wszelkie nagrody z przymrużeniem oka - nie robią na mnie wrażenia.
Czasem zdarza mi się obserwować takie zmagania od drugiej strony – jurora, i widzę, że nawet uznane za ważne światowe konkursy niekoniecznie są wymiernymi wskaźnikami jakości, a jedynie bardzo subiektywnymi wyborami. Sam raczej nie zgłaszam się do konkursów.
 
A może dziś nie możesz już sobie pozwolić na porażkę?

Myślę, że problem tkwi w zupełnie innej kategorii. Ten cały szum, wszystkie znaczki i tytuły nie mają dziś dla mnie większego znaczenia. Znam oczywiście projektantów, których działania nastawione są na popularyzację ich osoby, uwielbiają, gdy się o nich mówi – w ten sposób niby kreują swoją wartość. Czasem przybiera to wręcz karykaturalny wymiar. Ja tak nie postępuję. Nie chcę zabrzmieć zbyt krytycznie, ale to nie w moim stylu.

Musisz jednak przyznać, że konkursy są też doskonałymi motorami do działań.

Masz rację, konkursy w kontekście stawiania sobie wytycznych, celów, deadline‘ów, są doskonałym pretekstem do aktywności. Przyznam, że w ostatnim czasie mam tak dużo pracy, że nie potrzebuję dodatkowych bodźców, niełatwo ogarnąć mi koncepcje, które dzieją się wokół mnie. Muszę je selekcjonować. Staram się robić mniej, ale lepiej. Z doświadczenia wiem, że czasem warto odpuścić i na czymś się skupić.

Marzysz o odrobinie świętego spokoju?

Szczerze mówiąc, to chyba nie mógłbym sobie wyobrazić lepszej sytuacji od tej, jaką mam teraz. Uwielbiam aktywne i kreatywne życie. Spokój mi nie służy!

Czy dziś już wiesz, że do końca swych dni będziesz projektował?

Wiem, że droga, którą wybrałem jest długa i kręta. To, co robię, jest rodzajem misji, przedsięwzięciem, którego nie można zrealizować w kilka lat. Jednego jestem pewien: przede mną jest jeszcze dużo do zrobienia.

Myślałeś kiedyś o pseudonimie artystycznym? Czy istnieją słowa, które w pełni mogłyby wyrazić twoją osobowość?

Wszelkie nazwy czy pseudonimy uważam za zbyteczne. Myślę, że są ograniczeniami i uproszczeniami, które niczemu nie służą. Pewnie łatwiej jest ludziom sztuki, którzy mają jednoznaczną i prostą do zakomunikowania tożsamość i to właśnie oni stwarzają dla siebie określenia. Gdybym miał ująć w słowa, w prosty sposób scharakteryzować to, co robię, przychodzą mi na myśl słowa: zaradność, eksperyment, poszukiwanie rozwiązań…

Design to dla ciebie dobra zabawa czy może przede wszystkim świetny biznes?

Design jest częścią mnie i tym, jak postrzegam świat. Projektowanie to przede wszystkim moja pasja, która daje sporo dobrej zabawy, wymaga bardzo dużo ciężkiej pracy, no i przynosi rezultaty finansowe dla moich klientów oraz dla mnie. Z pewnością moje zajęcie nie wynika wyłącznie z zaspokajania potrzeb materialnych, bo przecież pieniądze nie są najważniejszym elementem życia. Uważam, że jeżeli robimy coś dobrze, z pełnym przekonaniem, daje nam to dużo radości i satysfakcji, to kiedyś zostajemy docenieni. Żyję designem i z designu od wielu lat i jak na razie specjalnie nie narzekam.

Wiele twoich pomysłów funkcjonuje tylko w formie papierowej i nie przepoczwarza się w gotowe formy. Jaki jest twój stosunek do projektów niezrealizowanych?

Poszukiwania, eksperymenty, tworzenie dziesiątków projektów czy prototypów to zasadnicza część mojej pracy. Nie da się przeskoczyć bezpośrednio do fazy realizacji bez tego bagażu doświadczeń i prób. Wiele projektów nie ogląda światła dziennego przede wszystkim z powodu mojego krytycznego i bardzo drobiazgowego stosunku do tego, co robię. Choć czasem ludzie, z którymi współpracuję, uważają, że projekt jest już gotowy, a ja jeszcze nie jestem z niego zadowolony i szukam do momentu, aż poczuję, że właśnie o to mi chodziło.

Czyli nie liczysz na to, że ktoś odkryje potencjał projektów skrzętnie poutykanych w szufladach czy przechowywanych w plikach elektronicznych. Jeśli coś nie zostało zrealizowane, to znaczy, że jeszcze nie osiągnęło odpowiedniej jakości?

Dokładnie. Gdy z jakiegoś zamierzenia nie narodził się produkt, to jest równoznaczne z tym, że jeszcze nie zostało ono w pełni ukończone. Przyznam, że mam dużo szczęścia, ponieważ projekty, które osiągnęły odpowiedni stan, zostały właściwie skomercjalizowane. Mam jednak nadzieję, że do wielu koncepcji, które zacząłem lub mam je w głowie, będę miał sposobność kiedyś wrócić.

Projektując myślisz przede wszystkim o formie, czy przyglądasz się najpierw tworzywom i zastanawiasz się, co można by z nich zrobić?

Tworząc jakiś przedmiot myślę przede wszystkim o płaszczyźnie konsumenckiej, użytkowej, osobistej i ludzkiej. Projektowanie zaczynam od dedykowania konkretnej rzeczy jakiemuś odbiorcy. Nie zakochuję się w formie czy materii – takie projektowanie uważam za bardzo subiektywne i nieroztropne. Z takiego myślenia mogą zrodzić się mocne pomysły, ale z pewnością nie jest to dobry zrównoważony design. Takie podejście było domeną projektantów z lat 80., 90., kiedy stawiano na spektakularność formy, dziwność, fotogeniczność. Dziś prawdziwe projektowanie wygląda zupełnie inaczej.

A jednak podkreślasz, że materiały są ważne, bo one przede wszystkim dają przedmiotom szansę na ładne starzenie się, pokrywanie się szlachetną patyną w miarę upływu czasu. Czy dotyczy to również nowoczesnych materiałów?

Trudno w jednoznaczny sposób powiedzieć, że materiał jest nowy albo stary. Nie ukrywam, że najbardziej cenię i mam największe zaufanie do tych materii, które znane są od dawna, ich proces starzenia zachodzi bardzo pięknie, a spektrum zastosowań jest niezwykłe szerokie. Jest wiele materiałów, których nie da się zastąpić niczym nowym (jeszcze!) lub ich naturalność jest tak dużym atutem, że nie miałoby to sensu. Tworzywa sztuczne w znacznie mniejszym stopniu wykazują proces starzenia się i czasem to jest dużym atutem projektu. Nie próbuję jednak według takich kryteriów dokonywać podziału materiałów, zaplanowanie procesu starzenia i umierania produktu oraz tego co dzieje się po jego śmierci należy również do zadań projektanta i jest jednym z aspektów odpowiedzialności.

Czy stworzyłeś jakiś projekt, który przeznaczony był dla ludzi pracujących w biurach?

Tematyka biurowa jest mi dosyć bliska. Od czasu do czasu zdarza mi się zaprojektować jakąś przestrzeń biurową lub produkty do niej. Kiedy zajmuję się projektowaniem biura, nie skupiam się na wspomnianym przez ciebie designerskim wyglądzie, ale przede wszystkim myślę o funkcjonalności, łatwej komunikacji i komforcie dla jego użytkowników. Zawsze staram się stworzyć przestrzeń, która ma w sobie pozytywne ciepło. Nie mam tu na myśli przytulności wykreowanej za pomocą kolorów czy form. Biuro powinno być organizmem, który sprawia, że chętnie w nim przebywamy, stajemy się jego integralną częścią, a to się przekłada na wydajność naszej pracy.

Masz pomysł na przedmiot, który mógłby ułatwić i uprzyjemnić życie osób spędzających większość dnia przy biurku?

Zaprojektowałem nawet taką rzecz – fotel biurowy, który właśnie powstaje. Mam nadzieję, że okaże się ważnym przedsięwzięciem w sferze mebli biurowych, a ludzie chętnie i długo będą na nim pracować. Jeszcze nie mogę zbyt dużo powiedzieć o tym projekcie, ale zdradzę, że niebawem pojawi się on również na polskim rynku.

Jak myślisz: jak w przyszłości będą wyglądały biura dzięki zmianom w sferze materiałów, technologii i w przekazie informacji?

Od momentu, kiedy sposób pracy ze względu na internet i telefony komórkowe tak bardzo się zmienił, nie musimy, a nawet nie powinniśmy być przywiązani do jednego miejsca. Praca indywidualna może się odbywać praktycznie wszędzie. Największym atutem, jaki daje nam biuro, jest możliwość skupienia w jednym miejscu wielu osób i dobrze, by to stało się puntem zaczepnym do myślenia o biurze przyszłości. Biuro powinno być komfortową przestrzenią spotkań, zachęcającą do przebywania w niej i przyjmowania gości, w której można napić się dobrej kawy, wygodnie usiąść, spokojnie porozmawiać. Powinno inspirować do mądrej, twórczej rozmowy, mieć w sobie wiele stymulujących kreatywność elementów.

A ty mógłbyś pracować w biurze?

Szczerze mówiąc, to nie za bardzo. Pracowałem kiedyś w dużej korporacji w dziale wdrażania nowych produktów. Było to miejsce z dosyć luźną atmosferą, ale mimo wszystko nie potrafiłem w nim właściwie funkcjonować. Do rzetelnej pracy twórczej było „zbyt zaprojektowane“. Czułem się jak w matrixie.

W takim razie jak powinno wyglądać biuro komfortowe dla człowieka sztuki?

To musi być miejsce zupełnie otwarte, pozwalające na samodzielne kreowanie własnej przestrzeni w sposób naturalny. Powinno posiadać zupełnie niewymuszony układ, być miejscem, które daje się modyfikować w zależności od wykonywanych w nim zadań.
W moim studiu projektowym w Łodzi zdecydowałem się na zupełnie mobilny sposób użytkowania. Jest to dosyć szorstka przestrzeń, którą kreujemy wokół tematów, którymi się zajmujemy. Wszechobecny jest bałagan twórczy. Obecnie tworzę kolejne biuro projektowe w Warszawie. Niedawno udało mi się znaleźć odpowiedni lokal, ale przyznam, że nie było łatwo. Zanim zdecydowałem się na konkretne miejsce, rozważyłem wiele lokalizacji.
 
Dlaczego właśnie ta przestrzeń i jak będzie wyglądała niebawem?

Jest to wysokie poddasze z połaciowymi oknami i antresolą. Wybrałem to miejsce ze względu na dwa czynnik, moim zdaniem najważniejsze w przypadku komfortowego wnętrza: poczucie przestrzeni i dużą ilość światła słonecznego. Myślę, że będzie to zupełnie otwarte, bardzo czyste, wizualnie ciche miejsce, dające możliwość skupienia i pracy koncepcyjnej.

W takim razie liczę, że kiedy biuro będzie już gotowe, zaprosisz nas do siebie…

Obiecuję!


Tomek Rygalik – projektant, urodził się w 1976 roku w Łodzi. Studiował Architekturę i Urbanistykę na Politechnice Łódzkiej oraz Industrial Design na Pratt Institute w Nowym Jorku (BA/Hons). Po kilku latach pracy dla firm projektowych w USA podjął studia na Royal College of Art w Londynie (MA), gdzie został pracownikiem naukowym. Ma na swoim koncie wiele międzynarodowych nagród i wdrożonych produktów. Współpracuje m.in. z Moroso, Artek, Iker, Noti, Vox, Heal’s, ABR, Ideal Standard. Prowadzi pracownię projektowania na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (PG13).   

Dodaj komentarz

Autor *
E-mail
Komentarz *
Dodaj 5 do 3 *