Wywiad z projektantami wnętrz Saatchi & Saatchi − Anną Drozdowską i Piotrem Sieniawskim z biura projektowego Henryka Łaguny i Dariusza Hyca MAAS S.C.
Fotografie: Szymon Polański
Czy wygląd biura wpływa na wizerunek firmy?Piotr Sieniawski: Bez dwóch zdań jest to zagadnienie priorytetowe. Jak nas widzą, tak nas piszą. Pierwszy kontakt i przekroczenie progu danej korporacji czasem są decydujące. W przypadku agencji reklamowej, której działalność dotyczy kreacji i lansowania marek, ta kwestia jest jeszcze ważniejsza. Warto też wspomnieć o ludziach, którzy pracują w danej przestrzeni. Dziś żyjemy bardzo szybko i intensywnie, w pracy spędzamy niekiedy więcej czasu niż w domu. Stworzenie odpowiedniej atmosfery i komfortowej przestrzeni przekłada się na efektywność pracowników. Obserwując nowopowstające biura, wygląda na to, że coraz bardziej zdajemy sobie z tego sprawę.
Jak doszło do nawiązania współpracy z Saatchi & Saatchi?Anna Drozdowska: Saatchi & Saatchi jest bardzo profesjonalną agencją reklamową. Dba o jakość swojego produktu, a także o wizerunek swojej marki − o to jak postrzegana jest na rynku. Siedziba jest jednym z ważniejszych elementów, które ten wizerunek budują. Zależało im na miejscu, które odbiegałoby od standardów, a jednoczenie było zgodne z ich polityką. Tworząc taką przestrzeń nie mogli sobie pozwolić na wpadki, czy jakieś niedociągnięcia. Obserwowali biura innych agencji reklamowych i spodobały im się nasze dwie realizacje: dla agencji reklamowej McCann Erickson oraz DDB. Naturalnie nie chcieli powielać schematów tamtych miejsc, ale mieli gwarancję, że pewne zagadnienia są nam na tyle znane, że nasza współpraca nie będzie musiała rozpoczynać się od edukacji projektantów.
Czy to biuro w jakimś sensie przełamuje stereotypy projektowe w naszym kraju?A.D.: Na pewno nie jest to typowe biuro, jakich u nas wiele. Posiada zupełnie inny standard, nową jakość. To się bierze z kultury zamawiającego, z jego świadomości i z potrzeby przebywania w nieco innej, świeżej przestrzeni.
Czy ciekawe, niekonwencjonalne pomysły wymagają dużych nakładów finansowych?P.S.: Trudno określić, od jakiej sumy możemy mówić o dużym budżecie. Jeśli chcemy zrobić coś niestandardowego, co będzie posiadało zupełnie inny wymiar, osiągnąć doskonałą jakość, to i pieniędzy będzie trzeba więcej. Wiąże się to z opracowywaniem i wykonaniem jednostkowego produktu. Takie elementy wymagają prototypów, wielu prób, uzgodnień i oczywiście dobrej rzemieślniczej pracy. Pierwszy krok każdego procesu projektowego to ustalenie priorytetów − co jest dla nas najważniejsze, co jest myślą przewodnią. Czy zależy nam na niekonwencjonalnych pomysłach, czy wystarczy by ta przestrzeń była po prostu mądrze, ale dość typowo zorganizowana. Te ustalenia należy wówczas skonfrontować z budżetem.
A.D.: W przypadku Saatchi & Saatchi elementów niestandardowych było bardzo dużo. Zaczynając od mebli, poprzez ścianki działowe i sufity, a kończąc na lampach. Każdą z tych form projektowaliśmy specjalnie dla konkretnego miejsca. Wiązało się to oczywiście z dużym nakładem pracy z naszej strony, szukaniem odpowiednich pomysłów, a ze strony Saatchi & Saatchi wymagało dużego zaangażowania, cierpliwości i oczywiście pieniędzy. Tu praktycznie nic nie powstało z systemowych rozwiązań. To na pewno jest droższe niż produkcja seryjna, ale nadaje wnętrzu zupełnie inny charakter. Nie dało się uniknąć walki z budżetem, co zdarza się właściwie przy każdym projekcie. Powstawanie biura zbiegło się z licznymi ruchami na giełdzie i zmianą kursów walut. Kiedy rozpoczynaliśmy współpracę, sytuacja była bardzo stabilna. Potem trzeba było trochę kombinować, żeby było taniej, ale jednocześnie żeby nie stracić tego, na czym nam wszystkim bardzo zależało.
Jak wyglądał proces kreacyjny? Czy pierwsze pomysły były już tymi właściwymi?A.D.: Dużo czasu poświęciliśmy, by wszystko było spójne, by nie pominąć żadnej kwestii, nie zapomnieć o najdrobniejszym elemencie. Wiele naszych działań musiało być zmienianych, projektowanych po kilka razy od nowa. Czasem trzeba było robić dwa kroki w tył, żeby w projekcie nie zapanował chaos.
P.S.: Powstały dwie koncepcje tego miejsca, co było związane między innymi ze zmianą zarządu Saatchi & Saatchi. Od początku istniał jednak pomysł na biuro, które nie posiadałoby korytarzy, bądź byłyby one wydzielone dyskretniej. Ściany poszczególnych pomieszczeń zostały ustawione w ciągi elementów pod różnymi kątami, dzięki czemu udało się nam zminimalizować korytarze, a w zamian powstały „miejsca”.
W projekcie duży udział miał steering committee Saatchi & Saatchi. Czy taka kooperacja pozytywnie wpływa na efekt końcowy?P.S.: Wskazówki i rady ze strony Saatchi & Saatchi były bezcenne. My pojawialiśmy się z projektami, nowymi pomysłami, rysunkami, a oni to opiniowali i udzielali wskazówek, które zawsze były bardzo precyzyjne i konsekwentne. Często się spotykaliśmy. Konfrontacja pomysłów pozwala na staranne dopracowanie szczegółów. Największy udział w tworzeniu tego projektu miała dyrektor administracji Joanna Piwek oraz dyrektor generalny Saatchi & Saatchi Igor Kaleński.
Szybko doszliście do porozumienia, czy każdy ciągnął za swój róg „projektowego koca”?A.D.: Współpraca była naprawdę doskonała. Każdemu zależało na jak najlepszym efekcie końcowym. Działaliśmy razem. Od strony projektowej pieczę nad wszystkim sprawowali projektanci generalni, właściciele biura projektowego MAAS S.C. − Dariusz Hyc i Henryk Łaguna.
Siedziba Saatchi & Saatchi jest bardzo nietypową przestrzenią, w której nie ma podziału na strefy, wnętrza się tu przenikają. Czy takich pomysłów wśród tworzonych przez biuro MAAS S.C. jest więcej, czy to jednostkowy projekt jaki mogli docenić jedynie pracownicy agencji reklamowej?A.D.: Każdy projekt rodzi się, po czym żyje własnym życiem. Nigdy nie zastanawiamy się, czy dany układ, pomysł, albo nawet element zastosowany w jednym miejscu uda nam się przenieść do innego. Absolutnie tego nie chcemy.
P.S.: To klient żąda od nas nowych pomysłów. Przecież to, co powstaje w konkretnej przestrzeni, ma być dedykowane jego potrzebom. Zastosowane materiały wykończeniowe z powodzeniem mogłyby być użyte w projektach dla przestrzeni biurowych firm o innych profilach działalności, natomiast swobodny i nieformalny sposób, w jaki zostały użyte, dobrze pasuje dla kreatywnego stylu pracy agencji reklamowej.
Jednym z ciekawszych elementów są w tej przestrzeni lampy państwa projektu…P.S.: Dobre oświetlenie jest podstawą każdej przestrzeni, nie tylko biurowej. Musi ono silnie korespondować z funkcją danego miejsca lub z pracą, która jest w nim wykonywana. Zdecydowaliśmy się na zastosowanie w siedzibie Saatchi & Saatchi oświetlenia górnego, dającego dużo światła, oraz dekoracyjnego − uprzyjemniającego przestrzeń. Oczywiście nie samo światło jest ważne, ale również oprawy, z których się wydobywa, ich kolor, krój, wielkość. Zdecydowaliśmy się na niekonwencjonalne abażury posiadające formę pasującą do struktury całej przestrzeni. Przyznam, że forma, którą zaprojektowaliśmy, była skomplikowana i trudna do wykonania. Zaangażowanie Saatchi & Saatchi, a w szczególności pani Joanny Piwek, było tak duże, że udało nam się znaleźć wykonawcę, który podjął się jej realizacji, i dopilnować, by efekt końcowy był satysfakcjonujący.
Dlaczego takie sufity?A.D.: Kiedy po raz pierwszy pojawiliśmy się w tym miejscu, budynek wywołał w nas wrażenie „lekkiej klatki” − fasada budynku stawała się jego wnętrzem i to nam się bardzo podobało. Zastosowanie sufitu standardowego zupełnie by ten efekt zburzyło. Niestety z różnych względów wypełnienie z płyt sufitu z wełny mineralnej było konieczne np. w pokojach − dlatego tam płyty są ciemne. Taki techniczny sufit wpłynął na ogólne postrzeganie tej przestrzeni − stała się ona lżejsza, a poza tym podkreślona została struktura całego budynku.
P.S.: W pomieszczeniach biurowych zastaliśmy sufit zaprojektowany przez projektanta budynku, zbudowany z belek wykonanych z płyt gipsowo-kartonowych układających się w podłużne pasy na całej przestrzeni biurowej. Ten układ ażurowych belek wzmocnionych przez zaprojektowane przez nas linearne oświetlenie postanowiliśmy zachować, a dodatkowo zastosować podobny podział z pasów wykładziny rozdzielonej na różne powtarzające się kolory na podłodze. W ten sposób stworzyliśmy dwie płyty sufitu i podłogi, dwie płaszczyzny o tych samych, mocno określonych kierunkach, stanowiące punkt wyjścia do aranżacji przestrzeni. W ten horyzontalny układ zostały wstawione ściany działowe w taki sposób, aby stanowiły do niego kontrast.
Czy we wnętrzach Saatchi & Saatchi pojawiają się jakieś „smaczki”, których przeciętny śmiertelnik być może nawet nie zauważy, a były trudne do realizacji?P.S.: Z pewnością. Jest tu bardzo dużo takich elementów. Wykonawczo były bardzo trudne, ale efekt jest więcej niż zadowalający. Tutaj biuro nie zamyka się tylko w budynku, ono „wychodzi” na zewnątrz − stąd szklane ścianki działowe i zielony kolor nawiązujący do trawy, krzewów, liści drzew. Ciekawym elementem jest sposób obłożenia ścianek i deseń, który się na nich pojawił. Jego zadaniem było wzmocnienie i podkreślenie oddzielenia ich jako elementów wertykalnych od horyzontalnego układu sufit − posadzka. Dodatkowo wzmocniliśmy ten efekt odrywając je przy recepcji od posadzki i tworząc efekt lewitującej ściany. Zaprojektowany wzór z forniru był konsekwencją układu przestrzennego ścian i zaważył na wyrazie wszystkich zaprojektowanych na zamówienie elementów wyposażenia kuchni i biura jak półki, siedziska, biurka, lampy i wiele innych.
Jakimi zabiegami udało wam się wyrazić aktywność i niecodzienny charakter firmy?P.S.: Trudno wskazać konkretną rzecz, która buduje dane wnętrze. Ważne jest tu tak naprawdę wszystko: światło, zastosowane materiały, kolory, układ. W dobrym projekcie wszystko musi ze sobą współgrać. Mniej formalny charakter firmy wpłynął na stworzenie przestrzeni wspólnych jak kuchnia, sala konferencyjna czy recepcja, które stanowią wielofunkcyjne fora − „place” wykorzystywane w różnych funkcjach. Kuchnia, poza typowym przeznaczeniem, jest miejscem pracy i dyskusji, recepcja może być nie tylko poczekalnią, ale również placem dla prezentacji i zebrań, a duża sala konferencyjna miała w założeniu spełniać również rolę biblioteki i być miejscem spotkań. Taki zabieg miał przyciągnąć pracowników do przestrzeni, które z założenia są wykorzystywane czasowo i zazwyczaj pozostają puste, bez życia.
Czy taki projekt pozwala realizować projektanckie ambicje?P.S.: Z pewnością. Klientów z tak niestandardowym podejściem, nastawionych na pełną współpracę, nie ma dużo. Ten specyficzny projekt dał nam możliwość działania bardziej nietypowego, zmierzenia się z ciekawymi wymaganiami, spróbowania czegoś innego.
A.D.: Saatchi & Saatchi to naprawdę wdzięczny klient, dający możliwość wykazania się. Oni potrzebowali pomysłów niestandardowych, zadawali konkretne pytania, na które my szukaliśmy odpowiedzi. Ważne dla efektu końcowego jest też to, że nie musieliśmy uciekać w ciekawe pomysły zrealizowane za pomocą byle jakich materiałów. Jednym z podstawowych założeń firmy było wykonanie czegoś solidnego, dobrej jakości, a nie opierającego się na folii i gipskartonie.
Co świadczy o sukcesie tej przestrzeni?A.D.: Ocena miejsca w kategorii sukcesu i porażki dla autorów projektu jest trudna i bardzo subiektywna. Z pewnością ważne jest to, by dana przestrzeń wraz z przeprowadzką integrowała się z pracownikami, z zadaniami, jakie wykonują. To nie może być sztywny, formalny obszar − on musi żyć. Myślę, że dużym sukcesem biura Saatchi & Saatchi jest pełna konsekwencja. Wszystko wygląda dokładnie tak, jak na modelu, na projektach, animacjach 3D. Udało nam się dograć poszczególne elementy, dopilnować szczegółów, które są kluczowe dla całości. Oczywiście to nie jest tylko nasz sukces, ale również inwestora i wykonawców.
Rozmawiała Izabela Kamińska